W 1995 roku, mając 18 lat, strzelił pan jedyną bramkę w pamiętnym finale Ligi Mistrzów między Ajaksem i Milanem, zapewniając klubowi z Amsterdamu triumf w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach. Wraca pan czasem pamięcią do tamtych dni?
Bywają takie chwile, gdy siedzę i, relaksując się, wspominam. Takie radosne momenty jak ten sprzed siedmiu lat są przecież w całej tej zabawie w piłkę nożną najważniejsze. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś je przeżyć również w barwach Barcelony.
Z Ajaxu odszedł pan w 1997 roku do AC Milan. To było wielkie rozczarowanie dla pana i dla klubu z Mediolanu. Co się stało?
Mówiąc najkrócej - zabrakło zwycięstw. Myślę, że to pasmo niepowodzeń miało swoją przyczynę przede wszystkim w defensywnej taktyce zespołu. Jako wychowanek holenderskiej szkoły futbolu, przyzwyczajony, że w tej grze najistotniejsze jest zdobywanie bramek, trafiłem do Milanu - drużyny, w której najważniejsi byli obrońcy. Moim partnerem w ataku był jeden z najlepszych napastników świata - Liberyjczyk George Weah. Trener Fabio Capello uważał jednak, że drużyna przede wszystkim nie może sobie pozwolić na stratę bramki. Pomocnicy musieli angażować jak najwięcej sił w działania defensywne, a ja i Weah mieliśmy sami wypracowywać sobie sytuacje strzeleckie. Rezultat był łatwy do przewidzenia - napastnik nic nie wskóra, gdy jest pozbawiony wsparcia pomocników. Nie uważam jednak, że rok spędzony w Milanie był straconym czasem. Każde nowe wyzwanie czyni cię lepszym piłkarzem.
Nazwał pan siebie wychowankiem holenderskiej szkoły futbolu. Czego uczą w tej szkole?
Kiedy w Holandii w wieku sześciu, siedmiu lat przyszły piłkarz stawia swoje pierwsze kroki na boisku, jego trener już myśli o tym, by jak najlepiej przystosować go do stylu gry, który prezentuje drużyna seniorów. Dzięki temu młodzi, utalentowani piłkarze nie mają później żadnego problemu ze znalezieniem miejsca w podstawowym składzie swego klubu. Przykładem może być Ajax, w którym wszystkie drużyny, począwszy od dziecięcych, a skończywszy na seniorach, grają systemem 4-3-3.
Grając w Milanie i Barcelonie, mógł pan obserwować piłkarzy różnych krajów i widział pan różne style gry. Czy piłkarze dzielą się na grających po argentyńsku, brazylijsku i holendersku, czy raczej na dobrych i słabych?
Myślę, że pochodzenie piłkarza ma bardzo duży wpływ na styl gry. Wystarczy porównać graczy z Europy i Ameryki Południowej. Na Starym Kontynencie szkolenie młodzieży jest podporządkowane ścisłym regułom, szczególnie jeśli chodzi o taktykę, ale także i o wyszkolenie techniczne. W Ameryce Południowej panuje pod tym względem większa swoboda - do taktyki nie przywiązuje się aż tak wielkiej wagi, a ze wspaniałą techniką tamtejsi zawodnicy po prostu się rodzą.
Jak doszło do tego, że azjatyckie mistrzostwa piłkarze Holandii oglądali w telewizji?
Wciąż mam w pamięci decydujący mecz w naszej grupie eliminacyjnej, przeciwko Irlandii w Dublinie. Dla nas było to spotkanie o "być albo nie być". Niestety, przegraliśmy i zakończyliśmy eliminacje na trzecim miejscu. Być może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybyśmy wcześniej nie stracili punktów w wyjazdowym spotkaniu z Portugalią, gdy prowadziliśmy na boisku rywali już 2:0, lecz w ostatnich dziesięciu minutach meczu pozwoliliśmy Portugalczykom na wyrównanie. Na tym poziomie rozgrywek to niedopuszczalne, więc o niezakwalifikowanie się do MŚ pretensje możemy mieć tylko do siebie samych.
Dwumeczem z Legią Warszawa Barcelona rozpoczęła nowy sezon. Na ławkę trenerską wrócił, po dwóch latach przerwy, Louis van Gaal. Spodziewał się pan spotkać w Barcelonie swego dawnego mistrza?
Nie, byłem zaskoczony jego decyzją o powrocie, choć oczywiście cieszyłem się. Z czasów gdy był moim trenerem w Ajaksie, zachowałem bardzo miłe wspomnienia. To przecież właśnie Van Gaal dostrzegł mnie w drużynie młodzieżowej i dał mi szansę zaistnienia w dorosłym futbolu.
Niektórzy mówią, że był pan ulubieńcem trenera, że traktował pana jak syna.
O nie, to było dziennikarskie uproszczenie, wynikające z tego, iż byłem jednym z najmłodszych piłkarzy ówczesnego Ajaksu. Poza tym nawet jeśli rzeczywiście tak mnie traktował, zapewniam pana, że to już się zmieniło.
W jednej z holenderskich gazet napisano, że jego sukcesy to już przeszłość, ponieważ przeoczył moment, w którym "cudowne dzieci" Ajaksu - pan, Clarence Seedorf, Edgar Davids, Marc Overmars, bracia De Boer - dorośli i przestali słuchać swego mistrza. Klęska prowadzonej przez Van Gaala reprezentacji zdaje się potwierdzać tę tezę.
Jest w tym wiele racji. Kiedy Van Gaal trenował nas w Ajaksie, byliśmy bardzo młodzi, futbol wypełniał całe nasze życie. Dziś trener stosuje takie same metody jak przed laty: jest surowy, stara się utrzymać ścisłą dyscyplinę. Ich skuteczność jest jednak mniejsza, ponieważ mamy już swoje rodziny, poznaliśmy smak życia i nie jesteśmy w stanie zaufać trenerowi bez reszty i poświęcać się dla niego tak jak dawniej. Jedynym wyjściem jest rozsądny kompromis, polegający na tym, że Van Gaal nie będzie wyznaczał nam zadań przekraczających nasze możliwości, a my w zamian zobowiążemy się dawać z siebie to, na co nas stać. Obecne relacje trener - zawodnicy w Barcelonie wskazują, iż zmierzamy właśnie w stronę takiego kompromisu.
Rozmawiał Paweł Wilkowicz, Rzeczpospolita 13.09.2002