Czy słusznie uchodzi Pan za trenera o magicznej ręce?
Co Pan powie. Pierwszy raz o tym słyszę (śmiech). Magiczna ręka? A czemu nie magiczna różdżka?
Niech pan nie będzie taki skromny. Osiągnięć na niwie trenerskiej mogłoby Panu pozazdrościć wielu kolegów po fachu.
Skoro pan taj uważa. Ale jaki to ma związek z magią?
Ano taki, że czego się Pan nie dotknął w swoim zawodzie, to już pachniało sukcesem.
W życiu zawsze kierowałem się zasadą, że tylko ciężka praca daje wyniki. Byłem wymagający w stosunku do siebie i podopiecznych. Bez perfekcyjnej organizacji pracy nie ma co marzyć o osiągnięciu znaczących wyników we współczesnym futbolu.
Oprócz znakomitej organizacji potrzebna jest także wiedza trenerska na najwyższym poziomie. Zwłaszcza kiedy prowadzi się drużynę w czasie wielkiego turnieju.
To się samo przez się rozumie. W przygotowaniach do takiej imprezy, jak mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy liczy się również atmosfera, jaką potrafi wytworzyć selekcjoner. 22 zawodników na każdym kroku musi czuć się jako elita graczy danego kraju.
Elita musi mieć swoje prawa, ale i obowiązki...
Oczywiście. Przede wszystkim należy do minimum ograniczyć kontakty z otoczeniem. W tej grupie są menedżerowie, dziennikarze, rodziny, przyjaciele, kibice... Również politycy ze swoimi, nie zawsze czystymi intencjami nie powinni przeszkadzać w pracy. Piłkarze muszą zawczasu wiedzieć, jakie premie otrzymają za pokonywanie kolejnych szczebli w finałach.
Widać z tego, że jest pan zwolennikiem starej szkoły, której synonimem była twarda ręka selekcjonera.
Moją obsesją zawsze była perfekcja w pracy.
Dziennikarze nigdy nie mieli z panem łatwego życia. Doświadczyłem tego przed 11 laty w Zabrzu przy okazji meczu Polska - Holandia w eliminacjach mistrzostw Europy.
Wyznaję zasadę, że przedstawicieli mediów należy traktować jednakowo. Jeśli obowiązuje zakaz udzielania wywiadów w dniu meczu, to wszyscy muszą go respektować. Poza tym piłkarze i trenerzy powinni udzielać dyplomatycznych odpowiedzi. Czyli pamiętać o wspólnym celu i nie zawsze mówić, co się naprawdę myśli...
A kwestia selekcji zawodników na tak dużą imprezę? Jakich wskazówek udzieliłby pan mniej doświadczonym kolegom?
Trener często staje przed dylematem: jak postąpić z kluczowym zawodnikiem, któremu nie udało się do końca wyleczyć kontuzji. Na kogo ma postawić? Na sprawnego w 60-75% podstawowego zawodnika, czy też całkowicie zdrowego dublera. Obecnie coraz częściej trenerzy decydują się zostawić w domu gwiazdorów. Dlaczego? Ponieważ nie są pewni, czy zechcą oni wypełniać wskazówki taktyczne selekcjonera. Poza tym gwiazdor nie zawsze akceptuje fakt, że jest tylko jednym z członków tego samego teamu.
Ale gorsza jest sytuacja, kiedy w kadrze znajdą się pseudogwiazdorzy...
Z własnego doświadczenia wiem, że jest to sytuacja wysoce szkodliwa dla atmosfery w zespole.
W bogatej karierze trenerskiej miał pan do czynienia w wybitnymi jednostkami, a także z takimi, które z sobie tylko wiadomych powodów zadzierały nosa.
Ci ostatni nie mieli u mnie łatwego życia.
Jakieś przykłady?
Kiedy pracowałem na początku lat siedemdziesiątych w Barcelonie, miałem kilka takich "egzemplarzy". W Ajaksie wielkie mniemanie o sobie mieli van Dijk i Suurendonk.
A Johan Cruyff, Johan Neeskens, Rud Krol?
Cruyff był dla mnie geniuszem, który z sobie tylko wiadomych powodów nie wykorzystał do końca swojego wielkiego potencjału.
Czy "boski Johan" był trudnym zawodnikiem do prowadzenia?
Był przede wszystkim bardzo uparty. W Ajaksie, a potem będąc selekcjonerem reprezentacji Holandii, musiałem z nim odbyć wiele rozmów w cztery oczy.
Czego one dotyczyły?
Cruyff nie nadawał się na lidera drużyny. Bał się odpowiedzialności. Popisy indywidualne zbyt często przedkładał ponad dobro drużyny.
Ale jakie to były popisy?
Futbol totalny zakładał wielką wymienność funkcji. Wszyscy brali udział w ataku i destrukcji. W mojej koncepcji gry nie było popisów pod publiczkę.
Być może to był błąd. W przeciwnym razie Holandia mogłaby zostać mistrzem świata w 1974 roku...
Skoro pan wspomniał tamten turniej, to zgubiło nas coś innego. W finale po szybko zdobytym prowadzeniu moi podopieczni uwierzyli, że Niemcy nie mogą im zrobic tego dnia krzywdy. Za takie podejście do gry zapłacili wysoką cenę. Poza tym zaciążyło nad nami fatum. We wszystkich poprzednio rozegranych finałach, zespół strzelający pierwszego gola schodził z boiska pokonany.
Tradycja została przełamana w kolejnych finałach mistrzostw świata. Argentyna pierwsza strzeliła gola w meczu z Holandią i zdobyła tytuł...
Ale na argentyńskim Mundialu zabrakło Cruyffa. Szkoda. Przy jego pomocy Holandia, pod batutą Austriaka Ernsta Happpela, miałaby większe szanse na pokonanie gospodarzy.
W Argentynie z roli lidera drugiej linii wywiązywał się drugi z Pana pupilków - Neeskens.
Ale Neeskens był stworzony do gry właśnie z Cruyffem. Potrafił on swoim entuzjastycznym podejściem do gry wyzwolić ducha walki, w tym również u Cruyffa. Tak było, kiedy razem od moim kierownictwem grali w Ajaksie, reprezentacji i Barcelonie. Poza tym nieprzypadkowo był on nazywany "księciem pola karnego". Uderzał on piłkę z olbrzymią siłą, a przy tym zawsze zachowywał zimną krew. Dlatego był etatowym wykonawcą rzutów karnych w klubie i reprezentacji.
Czy po raz drugi prowadząc reprezentację Holandii miał pan do czynienia z zawodnikami tej klasy, co Cruyff i Neeskens?
W trakcie Euro '88 miałem do dyspozycji nowe pokolenie graczy. Trudno zresztą porównywać van Bastena z Cruyffem, Gullita z Neeskensem, Rijkaarda z Krolem. Pod względem umiejętności czysto piłkarskich nieco lepsi byli ci starsi. Chociaż van Bastena w kategoriach egzekutora oceniam bardzo wysoko.
Van Basten, niestety musiał przedwcześnie zakończyć karierę. Który z obecnie grających piłkarzy dorównuje mu pod względem instynktu strzeleckiego?
Z holenderskich żaden.
A Dennis Bergkamp?
W dziesięciopunktowej skali zasługuje na notę 8.
A Brazylijczyk Ronaldo?
Nota 8,5.
Jak wielki fachowiec ocenia światowe trendy w taktyce gry?
Zw smutkiem stwierdzam, że zbyt wielu trenerów preferuje zachowawcze ustawienie. Czasami zdarza się, że w przodzie operuje tylko jeden napastnik. Tej taktyce hołduje większość reprezentacji skandynawskich. Taką grą można tylko odstraszyć kibiców od chodzenia na stadiony. Ofensywny futbol z dużą liczbą strzałów na bramkę wymaga od zawodników dużej wszechstronności. Jednak obecnie raczej preferowane są wąskie specjalizacje.
Rozmawiał Kazimierz Oleszek