Żydzi, Żydzi – wołają na kibiców Ajaxu Amsterdam fani innych drużyn. To, co w ich zamiarze ma być obelgą, kibice Ajaxu uważają za powód do chwały i dumy. Tak, jesteśmy Żydami – odpowiadają, choć prawdziwych Żydów jest wśród nich bardzo mało. Dlaczego Ajax uchodzi w Europie za klub żydowski? Odpowiedź na to pytanie przynosi książka Simona Kupera „Ajax, Żydzi, Holandia”.
Obchodzona 3 lata temu 100 rocznica powstania klubu była okazją do publikacji wielu wydawnictw poświęconych najsławniejszemu klubowi w Holandii. W każdej z nich władze klubu odżegnują się od takiego wizerunku. Nie przeszkadza to kibicom, którzy na pięknym stadionie ArenA wywieszają więcej flag z gwiazdą Dawida, niż holenderskich. Ostatnio, podczas meczu Ligi Mistrzów z Valencią, najbardziej zagorzali fani z sektora „F-Side” rozwinęli ogromną flagę Izraela, przykrywającą cały sektor.
Ajax powstał w 1900 roku. Amsterdam był wtedy jednym z większych skupisk Żydów w Europie. Dwóch, spośród trzech założycieli, miało pochodzenie żydowskie. Po wielu perypetiach ze znalezieniem miejsca, klub zbudował swój stadion we wschodnim Amsterdamie, gdzie żyła diaspora żydowska. W owych czasach każda dzielnica Amsterdamu miała swoją ulubioną drużynę. Blauw-Wit był klubem południowej części miasta, DWS - zachodniej, De Volewijckers – północnej, a Ajax – wschodniej i dzielnicy żydowskiej. Wszystkie organizacje społeczne z tego rejonu miasta – poza marginalną partią faszystowską NSB i kościołami – nosiły piętno kultury jego mieszkańców. Zresztą rozgraniczanie narodowościowe kibiców nie miało wtedy wielkiego sensu. Holenderscy Żydzi byli zasymilowani i chwalili sobie życie w tolerancyjnej Holandii. Oczywiście Żydzi ze wschodniego Amsterdamu kibicowali Ajaxowi, ale tylko garstka była członkami klubu (wśród nich był Mozes van Praag – ojciec Jaapa, prezesa Ajaxu w latach 1964 – 1978 i dziadek obecnego prezesa Michaela van Praaga). Większości nie było stać na opłacanie składki. Ajax uchodził bowiem za klub klasy średniej, a Żydzi nie byli tak bogaci jak przeciętni amsterdamczycy. Kiedy Rinus Michels – późniejszy trener Ajaxu i reprezentacji Holandii – w dzieciństwie szedł na stadion Ajaxu, jego ojciec mówił, że idą do Żydów. Rebe Mayer de Hond, malarz pochodzący z biednej żydowskiej rodziny (zginął w Sobiborze w 1943 roku) skarżył się, że wielu jego rodaków bardziej niż o synagogę martwi się wynikami Ajaxu. Przed II wojną światową, określanie Ajaxu, jako klubu żydowskiego miało więc sens tylko geograficzny. Nawet, jeśli przyjąć takie rozgraniczenie sympatii kibiców do amsterdamskich klubów, teza o szczególnej więzi Ajaxu z Żydami jest podważana. Wielu spośród nich kibicowało Blauw-Wit (Niebiesko-biali), którzy na co dzień grali w barwach izraelskiej flagi. W przedwojennym Amsterdamie było też co najmniej pięć amatorskich klubów, założonych przez Żydów. W 1965 roku „Nieuw Israelietisch Weekblad” opublikował artykuł opisujący mecz z 1939 roku pomiędzy żydowską drużyną AED a klubem APGS, który był reprezentacją policji. AED wygrał a dopingowało go tysiące mieszkańców dzielnicy żydowskiej. W klubie tym grał ojciec słynnego Sjaaka Swaarta – podpory złotego Ajaxu z przełomu lat 60-tych i 70-tych. Według „Nieuw Israelietisch Weekblad” było to jedno z większych wydarzeń w życiu społecznym mniejszości żydowskiej w Holandii. Już 3 lat później niektórzy piłkarze policjanci konwojowali transporty Żydów do obozu w Westerbork, z którego potem kierowano ich do obozów zagłady we wschodniej Europie. Byli wśród nich piłkarze AED...
W 1938 roku po raz pierwszy nad stadionem De Meer łopotała flaga ze swastyką. Ajax grał mecz z Austrią Wiedeń. Kiedy piłkarze gości wznieśli ręce w faszystowskim pozdrowieniu, publiczność zaczęła gwizdać, a część opuściła stadion. Kiedy w 1940 roku do Holandii weszli Niemcy, nie od razu zaczęli dyskryminować Żydów. Nie zakazali też, jak w Europie Wschodniej, aktywności fizycznej. Rozgrywki toczyły się nadal. Władze Ajaxu udostępniały nawet swe obiekty niemieckim żołnierzom i pobierały z tego tytułu opłaty. Raz nawet doszło do meczu z reprezentacją okupantów. Ajax wygrał 14:1. Po tak sromotnej klęsce Niemcy już więcej nie chcieli grać. Kiedy w 1941 roku wprowadzono ograniczenia dla Żydów w życiu publicznym (zakaz wstępu do kin, teatrów, zakaz zrzeszania się), Ajax i inne kluby holenderskie wydaliły swych żydowskich członków. Dla Abrahama Roeta, dziś żyjącego w Tel Aviv był to prawdziwy wstrząs. W obronie prześladowanych w lutym 1941 w Amsterdamie wybuchł strajk. Po wojnie Ajax, jakby chciał wymazać z pamięci swych żydowskich członków, pisząc, że klub nie odniósł poważniejszych strat w czasie wojny. Oczywiście, oficjalnie żaden z Żydów Ajaxu nie zginął, gdyż po 1941 roku nie było ich już w klubie. Straty jednak były. 30 kwietnia 1943 roku został zamordowany w Brzezince Eddy Hammel, w latach 20-tych największą gwiazdą Ajaxu. Najstarsi kibice mówią, że przypominał Dawida Beckhama. Zginął też Jopie de Haan. Luc Sacksioni, pół-Żyd, który ostał się w klubie w czasie wojny, przypomina sobie sześciu zamordowanych. Ze 140 tysięcy Żydów holenderskich, w czasie wojny zostało zgładzonych ponad 100 tysięcy. Wśród nielicznych ocalałych Żydów z Amsterdamu było kilku późniejszych zasłużonych działaczy Ajaxu. Jaap van Praag, Jopie Schelvis, Johnny Roeg przetrwali dzięki pomocy swych przyjaciół z klubu, którzy ukrywali ich. To potwierdza tylko, że nazywanie Ajaxu klubem żydowskim nie jest uprawnione. Klub był miejscem, gdzie spotykali się chrześcijanie i Żydzi. Gdyby Ajax był klubem żydowskim, zostałby oczywiście rozwiązany przez Niemców a jego zarząd aresztowany.
Ajax zdobył tytuł mistrzowski w pierwszym sezonie po wojnie. W wydawnictwie przygotowanym z tej okazji, nie znalazło się ani jedno słowo o żydowskich członkach Ajaxu, którzy zostali zamordowani w czasie wojny. Pokazując takie przykłady Simon Kuper walczy z dobrym samopoczuciem Holendrów po II wojnie światowej. W powszechnej opinii Holendrzy uważają swoją postawę za nieskazitelną. Kuper uważa, że opinie o ich bohaterstwie są grubo przesadzone.
Wielki Ajax z przełomu lat 60-tych i 70-tych był po części ukształtowany przez tragedię Holocaustu. Sjaak Swart, legendarny skrzydłowy, mówił w wywiadzie dla „Nieuw Israelietisch Weekblad”: „Mój ojciec miał 7 braci. Bracia, siostra i rodzice mojego ojca zostali wywiezieni”. W pamiątkowej księdze „In Memoriam” rodzinie Van Praag poświęcono pięć stron. Salo Muller, masażysta Ajaxu i jego szczęśliwy duch, patrzył w wieku 6 lat, jak Niemcy zabierają jego rodziców. „Chciałem iść z nimi, ale nie pozwolili mi. Płakałem przez tydzień w żłobku, w którym żydowskie dzieci oczekiwały na deportację”. Na szczęście Muller zdążył uciec. Bennie Muller, obrońca w latach 60-tych, mówi, że około 150 jego krewnych zostało zamordowanych. Późniejszy sponsor klubu Maup Caransa ocalał tylko dzięki małżeństwu z chrześcijanką. Leo Horn, kibic Ajaxu i znakomity sędzia piłkarski, był ukrywany przez Kukiego Krola, ojca Ruuda Krola, znakomitego defensora Ajaxu i reprezentacji Holandii. Ruud Krol jest obecnie drugim trenerem swego macierzystego klubu. Potęga Ajaxu w latach 60-tych nie byłaby możliwa bez pieniędzy żydowskich biznesmenów, którzy przetrwali wojnę. Pokolenie to chciało jak najszybciej zapomnieć o tragicznych przeżyciach. Sposobem na to było rzucenie się w wir pracy. W krótkim czasie Maup Caransa, Jaap van Praag, Appie Plotske, George Hoorn, Jaapie Kroonenberg dorobili się ogromnych majątków. Pokolenie to nazwane zostało „Breslauerami” od nazwiska bohatera noweli „Supertex” Leona de Wintera. To dążenie do finansowej potęgi podyktowane było wspomnieniami „Breslaeuerów”, z czasów wojny. Pieniądze często pomagały uniknąć prześladowań i śmierci. Oczywiście nie wszyscy Żydzi, którzy przetrwali wojnę należeli do tego pokolenia. Część po tragicznych przejściach była wrakami, sporo popełniło samobójstwa. Wszyscy dobroczyńcy Ajaxu, pochodzenia żydowskiego, byli jednak modelowymi „Breslauerami”. Kiedy w Holandii zezwolono w 1954 roku na profesjonalizm w piłce nożnej, to oni utrzymywali klub. Wielkie koncerny, które później wkroczyły do futbolu (np. bank ABN Amro, obecny sponsor klubu), były wtedy zbyt skąpe. Pomoc pomagała np. na fundowaniu obiadów, na zatrudnianiu czołowych piłkarzy na etatach (pracowali tak m.in. Ruud Krol i Piet Keizer). Co ciekawe obok nich, sponsorami byli bracia Wim i Freek van der Meyden, którzy dorobili się fortuny budując w czasie wojny schrony dla Niemców. Jeszcze jedno świadectwo obalające tezę o „żydowskości” Ajaxu. Jak dużo zainwestowali „Breslauerowie” i Van der Meydenowie w klub, nie wiadomo. Były to chyba spore sumy, skoro w latach 60-tych niektórzy dziennikarze mówili „Caransajax”. Od 1965 roku, Caransa i inni sfinansowali sprowadzenie takich piłkarzy jak: Baals, Groot, Prins. Były to, jak na tamte czasy w futbolu holenderskim, astronomiczne sumy. Finansowa potęga Ajaxu przyciągała także młode talenty. Piłkarze znajdowali bowiem pracę w przedsiębiorstwach sponsorów. Inne kluby w Amsterdamie, których kibicami byli głównie robotnicy, od połowy lat 60-tych, podupadały.
Choć Swaart nie był Żydem, według prawa rabinicznego, to rywale w złości tak do niego krzyczeli. Szybki skrzydłowy, który był nie do upilnowania dla obrońców. Swą złość wyładowywali czasami obrażając go antysemickimi wyzwiskami. Podobnie było z Bennim Mullerem. Najbardziej znany jest incydent ze stycznia 1965, z derbów Amsterdamu DWS – Ajax. Bramkarz DWS Jan Jongbloed (później bronił w reprezentacji Holandii podczas MŚ w 1974 i 1978 roku) miał obrazić Mullera, który zwrócił się o interwencję do arbitra. Sprawa stała się głośna i znalazła finał w Królewskim Holenderskim Związku Piłki Nożnej (KNVB). Zadecydowano tam o dyskwalifikacji Jongbloeda na 2 mecze. Inną konsekwencją, znacznie ważniejszą, było pójście w świat opinii, że Ajax to klub żydowski. Jedynym piłkarzem Ajaxu, który oficjalnie mówił o sobie „Jestem Żydem” był właśnie Muller. Dla piłkarza, występującego co tydzień przed wielotysięczną publicznością był to prawdziwy emocjonalny streap-tease. Piłkarze wielkiego Ajaxu nie zastanawiali się nigdy, jak są postrzegani. Często jednak, gdy przebrała się miarka, stawali w obronie swych kolegów. Henk i Cees Grootowie omal nie poturbowali jednego z piłkarzy GVAV Groningen, który wykrzykiwał obelgi. Ruud Krol wyrastał wśród Żydów, żona Wima Suurbiera była Żydówką. Najsłynniejszy „Ajacieden” Johan Cruyff ma wielu krewnych i przyjaciół wśród Żydów. Według jego agenta Fritsa Barenda „złoty Johan” interesuje się kulturą żydowską. Kiedy Irak atakował Izrael w 1991 roku, Cruyff zaczynał lekturę gazet od doniesień z Bliskiego Wschodu. W Izraelu Cruyff cieszy się ogromną popularnością. Saggie Cohen, ekspert piłkarski w Izraelu, żartował nawet, że w jego kraju uważa się, że to Cruyff ratował Anne Frank...
Kiedy w latach 70-tych pojawiło się na europejskich stadionach zjawisko hooligans, fani innych klubów, zwłaszcza największych rywali Ajaxu (Feyenoord, ADO Den Haag, FC Utrecht, AZ Alkmaar), zaczęli wykrzykiwać pod adresem kibiców i piłkarzy z Amsterdamu hasła antysemickie. Najbardziej fanatyczni kibice Ajaxu, nie od razu zaczęli się identyfikować jako „Żydzi”. Początkowo i oni rysowali swastyki na murach a przez krótki czas określali się jako SS, co było skrótem od „Super Slopers” (Super Niszczyciele). Kiedy z klubu odeszli Muller, Swaart i Breslauerowie to właśnie kibice podtrzymali „żydowskie” oblicze Ajaxu. Przekora, duma, świadomość, że klub zawsze był miejscem spotkania ponad podziałami, kosmopolityzm Amsterdamu sprawiają, że kibice Ajaxu nie tolerują tego, co na innych stadionach jest haniebną normą. Dzisiaj na stadionie ArenA gwiazda Dawida jest równie widoczna, co herb klubu. Kiedy Ajax zmierzył się w 1999 roku w Pucharze UEFA z Hapoelem Hajfa, w Amsterdamie „F-Siderzy” pod koniec meczu zgotowali gościom owację! Prezes izraelskiego klubu mówił o „żydowskich” derbach a Ajax określił jako „nasi bracia z Amsterdamu”. Chyba nigdzie w Europie, piłkarzy z Izraela nie spotkało tak gorące przyjęcie. Trener Eli Gutman był bardzo szczęśliwy i wspominał, że kilka lat wcześniej jego drużynę przywitał w Valencii transparent ze swastyką. Dziś stadion Ajaxu jest, obok synagogi i sklepu Salo Mullera, miejscem spotkań garstki Żydów amsterdamskich. Kiedy w 1994 roku drużyna grała w Lidze Mistrzów z AC Milan w dniu święta Yom Kippur, więcej uczestników uroczystości stało przed świątynią, bo tam mogli słuchać relacji radiowej.
Około 1980 roku natura stadionowego antysemityzmu zmieniła się. Kibice zaczęli używać symboliki hitlerowskiej (swastyka, okrzyki „Heil”, salutowanie). Pojawiły się też okrzyki „Śmierć Żydom” a kibice Feyenoordu często złowrogo syczeli, co miało imitować dźwięk gazu wpuszczanego do komory gazowej. Holenderska Liga Przeciw Antysemityzmowi (STIBA) zapoczątkowała kampanię przeciwko takim wybrykom. Doprowadziło to do ukarania sprawców najbardziej głośnych wybryków. Władze Feyenoordu zaapelowały do swoich kibiców o zaprzestanie śpiewania wulgarnych i antysemickich haseł. Odniosło to częściowy sukces. Teraz kibice największego rywala Ajaxu, przenieśli rywalizację na pole stosunków międzynarodowych. W odpowiedzi na flagi izraelskie na Arenie, podczas ostatniego spotkania tych klubów, wywiesili flagę Palestyny i krzyczeli „Hamas, Hamas”. Ten antysemityzm jest, oczywiście, deklaratywny - wielu z tych młodych ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy ze znaczenia słowa „Żyd”.
W Izraelu Holendrzy cieszą niezwykłą sympatią. Mimo, że Duńczycy i Bułgarzy zrobili więcej w czasie wojny, by uratować Żydów, to Holendrzy są uwielbiani za bohaterstwo. Z tego zbyt różowego obrazu zdają sobie doskonale sprawę sami zainteresowani. Kiedy królowa Beatrix przemawiała w 1995 roku w Knessecie stwierdziła, że w czasie wojny wśród Holendrów, oprócz bohaterów byli także tchórze. Jej przemówienie zostało odebrane bardzo pochlebnie: „Nie dość, że bohaterowie, to jeszcze jacy skromni!”. W Izraelu pamięta się, że kiedy wybuchła wojna Yom Kippur w 1973 roku tylko dwa państwa bezwarunkowo poparły Izrael: USA i... Holandia. Ponieważ reprezentacja Izraela nie uczestniczy w największych imprezach piłkarskich, większość Żydów kibicuje reprezentacji Holandii. Przyczyną tego jest wielka rywalizacja Holendrów z Niemcami, którzy na liście sympatii społecznych plasują się na jednym z ostatnich miejsc. Niechęć do piłkarzy niemieckich przybiera rozmiary, znane tylko z angielskich pism bulwarowych. Kiedy Niemcy zdobyli mistrzostwo Europy w Anglii jedna z gazet w Izraelu zatytułowała swą relację „Auschwitz, Wembley, Treblinka: nie zapomnimy”. Drużyna Holandii z lat 70-tych została w sercach wielu Izraelczyków. Do dzisiaj opowiadana jest anegdota, kiedy to jedna z rozpraw sądowych przekształciła się w dyskusję o składzie „pomarańczowych” z 1974 roku. Z drugiej strony Ajax, według badań jednej z izraelskich stacji telewizyjnych, jest dopiero na piątym miejscu wśród sympatii izraelskich kibiców. Tak jak na całym świecie prowadzi Manchester United.
Władze Ajaxu nie są zbyt szczęśliwe z identyfikacji swoich kibiców. Argumentują, że nie można szafować istotnymi symbolami i wykorzystywać ich na stadionach. Nie można mieszać religii i polityki z futbolem. Według części obserwatorów, określanie siebie mianem "Joden" kibice Ajaxu sami prowokują zachowania antysemickie. Simon Kuper pisze nawet, że jeśli widzisz pijanego kibica odzianego w izraelską flagę, sikającego obok płotu, możesz być pewien, że to antysemita. Oczywiście kibice Ajaxu nie są bez skazy. 23 marca 1997 roku w czasie umówionej wcześniej bitwy z fanami Feyenoordu, zginął jeden człowiek. Wprawdzie na De Meer a teraz na Arenie nie słychać antysemickich i rasistowskich przyśpiewek, ale gdy ktoś podpadnie „F-Siderom”, ci obrzucą go pogardliwym "boeren".
Przyjmowanie tożsamości „Joden” obrazuje zjawisko, nazywane przez antropologów „praktyką symboliczną”. Nadaje ona kulturze fanów futbolu strukturę i znaczenie. Czyniąc z gwiazdy Dawida swój sztandar, zwolennicy Ajaxu prowokują rywali, których nienawiść nobilituje i wzmacnia więź plemienną kibiców Ajaxu. Podobnie zresztą jest w Anglii, gdzie swą „żydowskość” manifestują kibice Tottenhamu Hotspur. W Holandii na podobnych zasadach funkcjonują kibice małego, prowincjonalnego klubu De Graafschap Doetinchem. Fani tego klubu określają się mianem „Superboeren”, co na polski można przetłumaczyć jako „Super – wieśniaki” lub Super – chamy”. „Boeren” to obraźliwe określenie ludzi, którzy nie mieszkają w najbardziej zurbanizowanej części Holandii „Randstad”. Także w Polsce, mamy pierwszy objaw działania tego mechanizmu. Jedna z grup kibiców Cracovii nazwała się „Jude Gang”. Niestety z walką z antysemityzmem ma to niewiele wspólnego.
Grzegorz Rejowski
Rozszerzona wersja artykułu, który ukazał się w Rzeczpospolitej 23 maja 2003 roku.