70 procent holenderskich siedmiolatków marzy o treningach w elitarnej szkółce piłkarskiej Ajaksu Amsterdam
W 1987 roku w grupie 16 chłopców, którzy z 1432 kandydatów pomyślnie przeszli testy i zakwalifikowali się do drużyny trampkarzy Ajaksu, był 11-letni, pochodzący z Surinamu Patrick Kluivert. Przed sześcioma tygodniami bramka 19-letniego dziś napastnika w meczu z AC Milan dała holenderskiemu klubowi tytuł klubowych mistrzów Europy, a wartość zawodnika ocenia się na nie mniej niż 7 mln dol.
Plakaty z podobizną Kluiverta wiszą dziś na większości przystanków tramwajowych Amsterdamu. Obok roześmianej twarzy jest wydrukowane pytanie: “Czy ty też masz talent?” Jeśli tak, spróbuj szczęścia w piłkarskiej szkółce Ajaxu Amsterdam - dopowiada sobie każde holenderskie dziecko.
Zapisy na kurs astronautów
Jaki prezent na Dzień Dziecka chciałoby otrzymać 70 procent holenderskich siedmiolatków? - Dostać się do elitarnej szkółki piłkarskiej Ajaxu Amsterdam. Dla większości jednak to marzenie pozostanie nie spełnione. Jak mawiają bowiem holenderscy dziennikarze: “do szkółki Ajaxu dostać się jest równie łatwo, co na organizowany przez NASA kurs astronautów”.
Oprócz ostrej selekcji - z kilku tysięcy młodych kandydatów w wieku 7-13 lat przyjętych zostaje zwykle tylko kilkunastu - podobieństwo polega również na tym, że o ile przyszły pilot wahadłowca musi mieć obywatelstwo amerykańskie, o tyle adeptem szkółki Ajaxu może zostać jedynie mieszkaniec Amsterdamu. Wyjątki robione są niezwykle rzadko i to tylko dla szczególnie utalentowanych chłopców. Jednak i wówczas nie mieszkają oni w internacie, lecz ich rodzice muszą przeprowadzić się do Amsterdamu.
Nawet dziadek z Maastricht
Tak było w przypadku rudowłosego, 12-letniego Aada, który mieszkał z rodziną w Alkmaar. Gdy przeszedł pomyślnie testy, jego ojciec natychmiast znalazł dla siebie nową pracę w Amsterdamie i zamieszkał tam razem z synem. Żonę i pozostałą dwójkę dzieci zdołał ściągnąć do “miasta kanałów” dopiero po półtora roku.
- Piłkarska przyszłość Aada to dla całej rodziny sprawa najważniejsza, wszystko jest temu podporządkowane - tłumaczy mi Jaap van der Horst, oglądając z grupą innych rodziców trening juniorów. - Gdy dostał się do szkółki, na uroczystą kolację zjechali wszyscy krewni z całej Holandii, nawet dziadek mieszkający w Maastricht. Ale było się z czego cieszyć, bo jak powiedział nam jego trener, każdy z chłopców kończących szkołę Ajaxu ma szansę grać w reprezentacji narodowej, a w najgorszym wypadku trafi do któregoś z pierwszoligowych klubów.
Przepuszczanie przez SITO
- Dajemy szansę każdemu chłopcu, który ma charakter i sprawne nogi - mówi w rozmowie z “Gazetą” dyrektor szkółki piłkarskiej mistrzów Holandii Co Adriaanse.
Sprawdzian trwa tydzień. Obserwowani przez wszystkich trenerów Ajaxu chłopcy prezentują swe umiejętności: żonglują piłką, biegają na czas, a przede wszystkim rozgrywają niezliczoną liczbę krótkich meczów.
- Nie wiedząc o tym, chłopcy przechodzą przez specjalne SITO. Oceniamy ich Szybkość, Inteligencję, Technikę i Osobowość - tłumaczy Adriaanse. - Najważniejsza jest szybkość i inteligencja, bo z tym się rodzą i żaden klub ich tego nie nauczy. Osobowość zaś stawiamy wyżej niż talent, bo chłopiec bez woli do pięcia się w górę nie zostanie dobrym piłkarzem.
Spróbuj tylko zakląć
W Niemczech rodzice przyszłych zawodowców, trenujących przy takich klubach jak Borussia Dortmund czy Bayern Monachium, płacą około 2 tys. marek miesięcznie. W Ajaksie jest to nie do pomyślenia. Klub sam finansuje swoich juniorów. Roczne szkolenie 160 chłopców (w dziesięciu drużynach młodzieżowych) kosztuje Ajax ponad 3 mln guldenów. Wchodzi w to opłacenie nie tylko dziesięciu trenerów.
Każda z dziecięcych grup ma swego masażystę, fizykoterapeutę, lekarza, psychologa, a nawet dietetyczkę, która uczy matki chłopców, jak powinny żywić synów, by mogli intensywnie trenować. Rodzice płacą rocznie jedynie 250 guldenów za koszt sporządzenia kontraktu.
W przeciwieństwie do zwyczajów panujących w klubach niemieckich czy angielskich, na uczniów szkółki Ajaxu nie czekają przed każdym treningiem wyprane, czyste koszulki, dresy i buty. - Wszyscy troszczą się o swój sprzęt sami - twierdzi Adriaanse. - Dzięki temu chłopcy nauczą się lepiej dbać o siebie i staną się małymi profesjonalistami.
Dyrektor nie toleruje dwóch rzeczy: niechlujnego wyglądu i przekleństw (kierowanych zwłaszcza pod adresem sędziów). Za to można ze szkółki wylecieć. - Żaden z naszych chłopców nie nosi długich, tłustych włosów ani kolczyków w uszach. Nie ma też miejsca na dziurawe dżinsy, brudne kurtki czy chamskie odzywki. Młodego członka Ajaxu każdy pozna po schludności i dobrym wychowaniu - mówi z dumą Adriaanse.
Kod do kariery
W korytarzach pod trybuną stadionu na ścianach wiszą fotografie byłych gwiazd Ajaxu: Krol, Cruyff, van Basten, Rijkaard, Bergkamp. Między nimi znajdują się drzwi do szatni pierwszego zespołu. Jednak uczniom szkółki nie wolno ich przekroczyć (są zresztą zamknięte na specjalny kod). To kolejny trik dyrektora Adriaanse - chłopcy muszą wiedzieć, że żeby się tam znaleźć, trzeba najpierw zostać tak dobrym piłkarzem jak panowie z fotografii.
Trenerzy do pracy z młodzieżą też nie są wybierani przez klub przypadkowo. - Kandydat powinien być w miarę młody i mieć predyspozycje do stania się dla chłopców wzorem. Toteż nie mają szans ci, którzy choćby parę miesięcy nie grali wcześniej w barwach Ajaxu - stwierdza dyrektor.
Bieganie pod okiem Węgra
Specjalne zajęcia z biegania i sprintu prowadzi trener Laszlo Jambor. - Najważniejsze jest, by piłkarz umiał jak najszybciej przebiec pierwsze metry przy starcie do piłki. Dlatego uczymy tu specjalnej techniki biegania - mówi Węgier.
Wygląda to tak, że Laszlo kładzie na ziemi przeszkody w odległości 50 centymetrów. Biegnąc przez nie sprintem chłopcy uczą się stawiać kroki - z odpowiednim rozłożeniem ciężaru na kolana.
Ponieważ wyniki, jakie będzie osiągać drużyna, w dużej mierze zależą od dobrego bramkarza, Ajax poświęca jego wyszkoleniu równie dużo uwagi, co napastnikom. Minęły czasy, gdy golkiper sterczał przez cały mecz na linii bramkowej. W Ajaksie często gra poza polem karnym, pełniąc rolę libero.
Młodzi bramkarze, a jest ich w każdej grupie wiekowej po dwóch, tylko raz w tygodniu trenują sami. W trakcie pozostałych zajęć pracują razem z obrońcami, pomocnikami i napastnikami.
Dziesięciu Franków Rijkaardów
Po każdym czterogodzinnym treningu trenerzy oceniają każdego z uczniów. Także po każdym meczu dostają oni pisemne omówienie występu. Dwa razy do roku klub opracowuje również osiągnięcia chłopców w 40 kategoriach. Oceniana jest m.in. szybkość, kontrola nad piłką, drybling, podania, strzały na bramkę, gra głową, krycie, ale także cechy pozasportowe, jak mentalność, umiejętność współpracy z kolegami, chęć do pracy i wola odnoszenia sukcesów.
Ten system szkolenia młodzieży wymyślił angielski trener pierwszej drużyny Ajaxu Jack Reynolds, który w latach 30. dziewięciokrotnie doprowadził amsterdamski klub do tytułu mistrza Holandii. Nazwał go “intensywnym i indywidualnym kreowaniem talentów” i założył pięć drużyn młodzieżowych.
Jego idea rozwinęła się w pełni pod koniec lat 60. za sprawą Rinusa Michelsa - późniejszego trenera wicemistrzów świata z 1974 roku. Za jego czasów Ajax miał już dziesięć drużyn młodzieżowych w kategoriach wiekowych od 7 do 17 lat. - Wymyśliłem, że każdy zawodnik z pierwszego zespołu Ajaxu będzie miał w każdej z młodzieżowych drużyn swego młodego odpowiednika grającego na jego pozycji - pisze Michels w swojej autobiografii. - Stąd dzisiaj jest w klubie dziesięciu przyszłych Franków Rijkaardów, dziesięciu Jari Litmanenów i dziesięciu Patricków Kluivertów.
Diamenty z Amsterdamu
Tylko w ciągu ostatnich ośmiu lat taka polityka i inwestowanie w piłkarską młodzież przyniosły Ajaxowi 100 milionów guldenów zysku. Tyle właśnie zarobił klub na sprzedaży wychowanków do zagranicznych, przeważnie włoskich, klubów. Prawie połowę tej sumy - 40 mln - przyniosły transfery do Interu Mediolan Dennisa Bergkampa i Wima Jonka. 7,5 mln zapłaciła FC Barcelona za Richarda Witschge, a 6 mln Genoa za Marciano Vinka i Johnny'ego van'tSchipa. Sumy dopełniły transfery do AC Milanu Marco van Bastena i Rijkaarda oraz Arona Wintera do Lazio Rzym.
- Dziennikarze przyrównują naszą szkółkę do szlifierni diamentów i myślę, że jest to diabelsko dobre porównanie - mówi Adriaanse. - W końcu Amsterdam słynie właśnie z diamentów.
Michał Pol, Gazeta Wyborcza z 7 lipca 1995 roku.