Zanim obeschną łzy, zanim uporamy się z kolejnym dużym rozczarowaniem, porównywalnym do zawodu miłosnego, proponuję trochę dystansu w ocenie gry Pomarańczowych. Trudno jest wytłumaczyć to, co nas spotkało i racjonalnie temu zaradzić. Ironizując mógłbym napisać że kto jak kto ale właśnie my fani Oranje mamy w leczeniu tego stanu ducha niebywałe wręcz doświadczenie. Nazbyt dobrze pamiętam kolejne ciosy, zawody, rozczarowania. Potraktujcie ten felieton jako właśnie taką próbę remedium.

Daleki jestem od krytyki trenera. Marco van Basten udowodnił, że mimo nienajlepszego stylu w jakim jego drużyna zakwalifikowała się do ME, mimo deklaracji że istotne dla niego są tylko wyniki, nie styl, to jednak koniec końców doprowadził do tego że Oranje grali skutecznie i co dla nas wielu bardzo ważne, grali pięknie. To był wręcz futbol wybitny!. Van Basten ma ogromny wkład w rozwój piłki w tym dobrym kierunku. Nie każdy oczekuje finezji i piękna, wielu stawia wynik sportowy ponad wszystko inne. Ale chyba większość nas, niepoprawnych fanów nie mogłaby darować trenerowi, gdyby nie wpisał się w stereotyp: Holandia - piękny futbol. Jestem zbudowany faktem że moi, nasi ulubieńcy są postrzegani jako ci, dla których istota dyscypliny nie została rozmieniona. Udowodnili ze można wygrywać nie będąc w sprzeczności z tym czego oczekują kibice. Należy też docenić że trener i piłkarze utrwalili trend futbolu ofensywnego. Dzisiaj nie jest o to tak łatwo, kiedy uwaga skierowana jest tylko na zwycięzców. To rodzi pokusy aby wartości o których wspomniałem, sprzeniewierzyć, rodzi niepokojące zjawiska zabijające futbol (i to nie tylko w naszym kraju). Mam cichą nadzieję że porażka z Rosją nie odwiedzie kolejnych sterników holenderskiej piłki z tej drogi. O jej słuszności przekonali zwycięzcy ćwierćfinałowej potyczki - Rosjanie. Grali ten sam totalny futbol! Ironią losu jest że nasi polegli od własnej broni.
Oczywiście Holendrzy nie ustrzegli się błędów. Dwa fantastyczne mecze, pokonanie bardzo silnych, faworyzowanych rywali mogło zrodzić zbyt dużą pewność siebie. Do Van Bastena można mieć pretensje że jeszcze nie do końca zaszczepił i utrwalił ten styl, agresywna walkę, determinację, zaangażowanie całego zespołu w grę. Bo jak wytłumaczyć fakt ze nagle w tym ostatnim boju Sneijder i spółka odstąpiła o tej taktyki, zapomnieli o szybkich wymianie podań o zagraniach z "pierwszej piłki", o różnorodnych wariantach ataku, o próbach gry skrzydłami, o dryblingach rozrywających obronę rywali. Odpowiedź: przeciwnik nie pozwalał nie zadowala mnie. Holendrzy udowodnili już, że potrafią narzucić każdemu zespołowi swoją koncepcję gry i swoje warunki. Z Rosją nie zaprezentowali tego zaangażowania z pierwszych meczów. Rywale zagrali znakomicie i postawili Holendrom niesamowite wymagania. Tego dnia można było ich pokonać chyba tylko konsekwentną taktyką (znaną z fazy grupowej). Niestety zobaczyliśmy raczej drużynę, którą tak krytykowaliśmy w eliminacjach: wolne rozgrywanie piłki, mało odważnych ataków i uporczywe trzymanie się schematycznego rozwiązywania stałych fragmentów gry, anemiczne strzały. Należało do tego dodać grę na maxa. Niestety często Holendrzy zapominają, że w decydujących meczach trzeba czasem zejść z boiska słaniając się na nogach ze zmęczenia, tak jak lider Rosjan Arszawin. Sobotni mecz to najlepszy przykład zderzenia dwóch kultur.
Cóż, stało się... Od 1969 roku wierzę za każdym razem, że na najbliższej imprezie sprawią, że pomarańczowy sen będzie nam się śnił aż po zwycięski finał a świat znów jak w 1988 roku będzie pomarańczowy. Bardzo na to liczę, nie mam już w sercu miejsca na kolejne blizny. Mimo wszystko możemy my Oranjefani chodzić z podniesioną głową. Moje łzy są „pomarańczowe”, ale obeschną...
Pozdrawiam wszystkich fanów Oranje
W.M.
PS: kilka razy wyrażałem krytyczne opinie na temat gry Ruuda van Nistelroya. Podważałem nawet jego przydatność w reprezentacji. Dzisiaj muszę przyznać że myliłem się. Ruud na tym turnieju zaprzeczył sugestiom jakoby już nie wkomponowywał się w zespół. Obawy miałem co do rozwoju talentu Sneijdera i van de Varta. Z satysfakcją stwierdzam, że niepotrzebnie się martwiłem.