Opera

Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne

Prawie jak mistrzowie


Czarny tydzień AZ Alkmaar - porażka na finiszu Eredivisie i przegrana w finale Pucharu Holandii - znów potwierdził banalną prawdę, że w sporcie wszystko jest możliwe. Porażki zawsze bolą, zwłaszcza te niespodziwane. Pocieszając kibiców AZ, warto przypomnieć sobie innych wielkich pechowców, którzy już witali się z gąską...


Losserkusen
Najbardziej spektakularną czarną serię odnotował chyba Bayer Leverkusen w 2002 roku. Piłkarze z Bay Arena byli rewelacją sezonu. Klub z nienajwiększym budżetem i bez wielkich gwiazd świetnie radził sobie nie tylko w Bundeslidze i Pucharze Niemiec ale także w elitarnej Lidze Mistrzów. Na trzy kolejki przed końcem sezonu Bayer miał 5 punktów przewagi nad Borussią Dortmund i 7 nad Bayernem Monachium.  A jednak Ballack, Ze Roberto, Lucio i spółka roztrwonili przewagę i przed ostatnią kolejką Borussia prowadziła jednym punktem. W ostatniej serii meczów, Bayer grał z Herthą Berlin a Borussia z Werderem Brema. Już w 10 minucie Ballack wyprowadził Bayer na prowadzenie, natomiast dortmundczycy stracili bramkę po strzale Stalteriego. Na dodatek w Monachium prowadził też Bayern, który także miał jeszcze szansę na mistrzostwo i liczył na potknięcie obu rywali. Tuż przed przerwą wyrównanie dla Borussii zdobył Jan Koller. Na 16 minut przed końcem meczu trener Mathias Sammer zdjął z boiska Larsa Rickena, a wprowadzony w jego miejsce Ewerthon ustalił wynik meczu i kapitan Borussii Stefan Reuter mógł odebrać trofeum dla zwycięzców Bundesligi. "Jesteśmy bardzo rozczarowani, w szatni nikt tego nie krył. Do końca wierzyliśmy, że jednak zdarzy się cud. Czwarty raz w ostatnich sześciu latach zajmujemy drugie miejsce, to jakiś koszmar!" - niemal płakał Michael Ballack. Jego rozpacz była tym większa, że w 2000 roku jego samobójczy gol w ostatniej kolejce pozbawił Bayer niemal pewnego tytułu mistrzowskiego na rzecz Bayernu.


Tydzień później 12 maja 2002 roku Bayer zmierzył się w finale Pucharu Niemiec z Schalke 04 Gelsenkirchen. Spotkanie na berlińskim Olympiastadion zaczęło się obiecująco dla Bayeru, gdy w 27 minucie prowadzenie zdobył Dymitar Berbatov. Pieknym strzałem z wolnego wyrównał jednak Joerg Boehme, a potem Schalke zdobyło jeszcze trzy gole. Bramka weterana Ulfa Kirstena w przedostatniej minucie nie przydała się na nic. Loserkusen! - takim wielkim tytułem, łącząc słowo przegrani z nazwą miasta Leverkusen, skomentował wynik finału "Bild am Sonntag".


Ostanią szansą na zakończenie sezonu z sukcesem był finał LM z Realem Madryt. Tyle, że Królewscy byli jeszcze bardziej zmotywowani. W roku jubileuszowym (100-lecie klubu) piłkarze i kibice marzyli o potrójnej koronie, ale Real przegrał w finale Pucharu Króla a w lidze lepsza okazała się Valencia. W Glasgow lepszy okazał się Real wygrywając 2:1, ale Bayer swą postawą zdobył sobie powszechną sympatię. Ostatnie 20 minut to wielkie oblężenie bramki Realu. Po 90 minutach wspaniałej gry sędzia doliczył siedem minut i właśnie wtedy zaczął się największy dramat. Najpierw w nieprawdopodobny sposób Casillas wybił nogami piłkę po strzale z trzech metrów Berbatowa, a potem obronił uderzenie głową z siedmiu metrów.


Rzut karny od mistrzostwa

Sezon 1993/1994 kibice w Hiszpanii pamietają do dzisiaj. Walkę o mistrzostwo toczyły FC Barcelona i Deportivo La Coruna. Wydawało się, że starzejący się Dream Team Cruyffa po raz pierwszy od 3 lat nie zdobędzie mistrzostwa. Przed ostatnią kolejką Deportivo miało 1 punkt przewagi nad Katalończykami, którzy bardziej niż na krajowych rozgrywkach skupiali się na czekającym ich wkrótce finale LM z AC Milan. W ostatnim meczu sezonu zwycięstwo nad Valencią zapewniłoby tytuł Deportivo bez względu na rezultat Barcy. Do przerwy na Riazor był remis 0:0 ale kibice nie martwili się tym bo Sevilla... prowadziła w Barcelonie 2:1! Jednak 20 minut przed końcem Romario wyrównał. Rozpędzona Barcelona strzeliła jeszcze 3 gole. Deportivo walczyło w tym czasie z Valencią (trenowaną przez Guusa Hiddinka). Gospodarze spraliżowani wielką odpowiedzialnością razili nieskutecznością. Wreszcie w doliczonym czasie gry sędzia przyznał im zasłużony rzut karny. Jako że poprzednim meczu jedenastki nie wykorzystał Bebeto, do piłki podszedł obrońca Miroslaw Djukić i... przestrzelił. Tym samym Barcelona dzięki lepszemu bilansowi bramek zdobyła mistrzowski tytuł.


Koszmarny maj w Enschede
W Holandii także nie brakuje przykładów spektakularnych porażek. W połowie lat 70-tych świetnie spisywała się drużyna FC Twente Enschede. Trener Spitz Cohn miał do dyspozycji tak znanych piłkarzy jak Epi Drost, Cees van Iersel, Kalle Oranen, Frans Thijssen, Arnold Mühren, Theo Pahlplatz czy Jan Jeuring. Za sprawą Tukkers w sezonie 1973/74 po raz pierwszy od blisko 10 lat rywalizacja o mistrzostwo Holandii nie rozegrała się między Ajaxem a Feyenoordem. Druzyna Cohna przegrała tylko raz na początku sezonu z z FC Utrecht. Kiedy w przedostatniej kolejce na De Kuip doszło do bezpośredniej próby sił między Feyenoordem i Twente, oba kluby miały po tyle samo punktów.  W Rotterdamie kibice byli świadkami emocjonującego meczu, który do końca trzymał w niepewności. Piękne zwieńczenie sezonu wygrali gospodarze 3:2 i to oni zostali mistrzami.


W następnym sezonie Twente miało odbić sobie niepowodzenie. Niestety w Eredivisie nie do zatrzymania było już PSV. Trzeba jednak przypomnieć, że jedną z dwóch drużyn, którym udało się wygrać z podopiecznymi Keesa Rijversa było właśnie Twente. Drużyna z Enschede lepiej radziła sobie w Pucharze Holandii i niespodziewanie w Pucharze UEFA, gdzie w półfinale odprawiła wielki Juventus Turyn. 7 maja 1975 w pierwszym meczu finałowym w Düsseldorfie Twente bezbramkowo zremisowało z Borussią Mönchengladbach. W perspektywie rewanżu na własnym stadionie Wynik był bardzo obiecujący a co bardziej optymistyczni kibice szykowali się na podwójną fetę. 15 maja Twente grało w finale Pucharu Holandii z ADO Den Hague i było zdecydowanym faworytem. Rola faworyta wyraźnie jednak nie leżała piłkarzom ze wschodniej Holandii a może do drużyny wkradła się demobilizacja i zbytania ufność we własne siły? Przyczyn porażki do dzisiaj szukają kibice Twente. Jedynego gola zdobył Henk van Leeuwen w 67 minucie a drużyna z Enschede raziła nieskutecznością. Porażkę miano sobie powetować 21 maja. Niestety o tym dniu w Enschede chcą jak najszybciej zapomnieć. Przygotowana feta zmieniła się w stypę, kiedy Niemcy zmiażdżyli gospodarzy 1:5. W ciągu 6 dni Twente straciło wszystko, podobnie jak AZ 32 lata później.


Oranjefan

 

Komentarze (2)
 


 


 Copyright © Oranjefan.pl 2001-2006
Wykonanie inti.pl
Home |  Wiadomości |  Mecze |  Kadra |  Trenerzy |  Historia |  Eredivise |  Kibice |  Linki |  Forum |