Opera

Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne

Nick Hornby - Futbolowa Gorączka

Bohaterem powieści "Futbolowa gorączka" Nicka Hornby'ego - autora eleganckich do cna i angielskich w każdym calu książek "Wierność w stereo" oraz "Był sobie chłopak" - jest on sam, Nick Hornby we własnej osobie.


Futbolowa Gorączka
Futbolowa Gorączka
Z faktu, że "Futbolowa gorączka" jest tekstem autobiograficznym, nie wynika jednak, że Hornby pisze tutaj o sobie jako pisarzu, autorze poczytnych bestsellerów, które doczekały się filmowych adaptacji z Johnem Cusackiem i Hugh Grantem w rolach głównych. Nic z tych rzeczy - protagonistą "Futbolowej gorączki" jest Nick Hornby, kibic piłkarski, szalikowiec Arsenalu Londyn.


Fatalne zauroczenie


Opowiadając o pasji kibica piłki nożnej, opowiada historię swojego życia. Opowiadając zaś swoje dzieciństwo, młodość i wreszcie dojrzałość, opowiada historię ukochanego klubu. Wszystko, co mu się w życiu ważnego przydarzyło, ma związek z rozgrywkami ligowymi i pucharowymi. Nie ma więc przypadku w tym, że tytuł każdego rozdziału został opatrzony dzienną datą, będącą datą konkretnego meczu.


Wszystko zaczęło się w roku 1968. Jedenastoletni chłopiec obejrzał w telewizji dramatyczny finał Pucharu Europy pomiędzy Benfiką Lizbona a Manchesterem United, w którym rej wodzili tacy czarodzieje, jak Bobby Charlton oraz George Best. Niebawem ojciec zabrał go na spotkanie Arsenal-Stoke City, typowo ligową młóckę, i krótko potem na elektryzujący pojedynek Tottenhamu Londyn z Sunderlandem (5:1). Rzecz tyleż zdumiewająca co charakterystyczna dla kibica piłkarskiego - chłopiec nie został fanem ani wszechzwycięskiego Manchesteru, ani grającego w równie porywającym stylu Tottenhamu. Jak wyznaje po latach nie bez dumy: "to fatalne zauroczenie już się dokonało - sześć bramek i wszyscy ci świetni piłkarze nie zrobili na mnie żadnego wrażenia. Zdążyłem się zakochać w drużynie, która wygrała ze Stoke 1:0 dzięki rzutowi karnemu".


Jeśli wierzyć autorowi "Futbolowej gorączki", kibicowanie Arsenalowi w latach 1968 - 1992 (książka ukazała się w Anglii w roku 1992) było zajęciem wyjątkowo heroicznym. Nie dość, że Arsenal objawił mu się jako "najnudniejsza drużyna w całej historii wszechświata", to również stadion Highbury okazał się jednym z najmniej przyjaznych miejsc pod słońcem. Proszę sobie wyobrazić, że o ile na stadionie klubu Chelsea przed meczem i w przerwie puszczano piosenki grup The Beatles i The Rolling Stones, o tyle na Highbury w tym samym czasie koncertowała Miejska Orkiestra Policji z posterunkowym Aleksem Morganem, śpiewającym arie z operetek i musicali. Przeżycie z gatunku traumatycznych!


Amen w pacierzu


Rzecz oczywista, "Futbolowa gorączka" to nie analiza fenomenu piłki nożnej, gry pasjonującej bez mała cały kontynent, lecz studium bycia kibicem. Jak na prawdziwego kibica przystało, Hornby jest nie raz i nie dwa na bakier z logiką, przeczy samemu sobie nawet w kwestiach zasadniczych czy też może raczej - przede wszystkim w kwestiach zasadniczych.


Śledząc paradoksalność jego wypowiedzi, mamy szansę zdać sobie sprawę, co to właściwie znaczy być kibicem piłkarskim. Z jednej strony, nie kryjąc swoich lewicowych - jak na brytyjskiego młodego intelektualistę przystało - poglądów i wyrzekając na rządy pani premier Margaret Thatcher, stwierdza: "byłem gotów pogodzić się z rządami konserwatystów, jeśli mogło to zagwarantować zdobycie pucharu przez Arsenal", ale z drugiej strony nie ukrywa też, że: "Styl gry naszej drużyny jest na ogół bez znaczenia dla większości z nas, podobnie jak to, czy nasz klub zdobywa puchary i tytuły mistrzowskie". Tak więc - kibicowanie dla kibicowania, sztuka dla sztuki.


W swoim kibicowskim wyznaniu Hornby posuwa się do ostateczności i wypowiada rzecz dla jednych absurdalną i wręcz karygodną, dla drugich zrozumiałą samą przez się: "Nic nie ma znaczenia poza piłką nożną". Nie ma wątpliwości - żeby książka o piłce nożnej miała jakiekolwiek znaczenie, zdanie to nie mogło nie zostać wypowiedziane. Jest ono niczym amen w pacierzu. Nie jest jednak do końca prawdą stwierdzenie, że angielski autor nie dostrzega świata poza piłką nożną. Nic z tych rzeczy. Wzdraga się na samą myśl, że piłka nożna mogłaby być metaforą życia. W roku 1972, po meczu Arsenalu z Derby, wyciąga wniosek, że: "Życie nie jest i nigdy nie było zwycięstwem 2:0 na własnym boisku przeciwko najlepszej drużynie w lidze", by w roku 1987, po spotkaniu Tottenhamu z Arsenalem, postawić konkluzję: "Kontrast między silnymi, czystymi i prostymi zasadami meczów pucharowych oraz wyboistą, krętą i zarośniętą ścieżką życia jest gigantyczny". Życie to dopiero koszmar!


Stadion jako centrum świata


Niewątpliwie "Futbolowa gorączka" jest książką romantyczną, zaś Hornby to romantyk gawędzący z przekonaniem o złotych latach piłki nożnej, kiedy kluby angielskie grały po angielsku, włoskie po włosku, niemieckie po niemiecku, podczas gdy dzisiaj nic nie jest na swoim miejscu. W jego ukochanym Arsenalu, prowadzonym przez francuskiego trenera, grają zawodnicy z Francji, Brazylii, Holandii i Szwecji, a jeden z niewielu Anglików w składzie, bramkarz David Seaman, cierpliwie pracuje od kilku lat na zasłużoną opinię boiskowego błazna.


Hornby to romantyk, ale - wbrew romantykom, dla których literatura była życiem, życie literaturą - nie utożsamia futbolu z codzienną egzystencją. Mecz piłkarski jest dla niego świętem. Wyznaje przecież, że gdy siedzi na stadionie i ogląda ważny mecz, czuje się tak, jakby znajdował się w centrum całego świata. Z drugiej zaś strony szydzi: "Za nic w świecie nie chciałbym przegapić widowiska, w którym tylu dorosłych mężczyzn robi z siebie idiotów na oczach trzydziestu pięciu tysięcy ludzi".


Owszem, jest przekonany, że widzieć dryblującego i mijającego obrońców z prędkością wiatru George'a Besta to to samo, co ujrzeć w tańcu Wacława Niżyńskiego czy wysłuchać śpiewu Marii Callas. Jednak czy piłka nożna jest rzeczywiście sztuką, skoro - jak przyznaje bez żenady - mniej więcej połowa obejrzanych przez niego meczów nie miała żadnego, ale to żadnego znaczenia? Wszakże czy fakt, że obejrzało się tyle meczów bez znaczenia, nudnych jak flaki z olejem, może zdyskredytować ostatecznie piłkę nożną w oczach jej zaprzysięgłego kibica? Oczywiście, że nie! "Uskarżanie się na nudną piłkę nożną przypomina nieco wyrzekanie na smutne zakończenie <> i jest po prostu bez sensu" - twierdzi Hornby i logiki jego rozumowania podważyć nie sposób.


Inteligencja piłkarska


Ano właśnie, nie każdy jest w stanie pojąć sens piłki nożnej, ale też niewiele ma ona wspólnego z tym, co w potocznym rozumieniu uchodzi za sensowne. Wspominając jedną z największych gwiazd piłkarstwa brytyjskiego, autor zauważa: "Paul Gascoigne ma na kopy inteligencji piłkarskiej, a przecież jego brak choćby minimum zdrowego rozsądku jest ewidentny i wręcz legendarny". Inteligencja piłkarska niewiele ma wspólnego z inteligencją w zwyczajowym znaczeniu, to zjawisko samo w sobie.


Żeby zrozumieć kibica piłki nożnej, najlepiej byłoby wejść w jego skórę, ale jak wejść w skórę kogoś, kto upływającego czasu nie odmierza w latach, lecz sezonach rozgrywkowych? Dla kogo rok zaczyna się jesienią, gdy rusza liga, a kończy się na przełomie maja i czerwca, gdy najlepsze kluby Europy rozgrywają mecze finałowe w pucharze UEFA i Lidze Mistrzów? Czy muszę dodawać, że mecze te odbywają się zazwyczaj bez udziału ukochanej drużyny kibica, która zdążyła przegrać i odpaść dużo wcześniej.


Otóż to, przeciętny kibic piłki nożnej to ktoś do imentu pragmatyczny, bowiem "permanentnie, niemal chorobliwie pozbawiony sentymentów"; ktoś, kto po męsku zdaje sobie sprawę, że jeśli jego drużyna walczy o awans, to awansu nie wywalczy, a jeśli broni się przed spadkiem, to przed spadkiem się nie obroni, bez wątpienia. Mało tego, kibic piłkarski to ktoś, kto wie, że jego drużyna może przegrać z każdym, chociaż przegrać z nikim nie ma prawa. To ktoś wiecznie niezadowolony, bo jeśli jego drużyna gra ładniej od jego drużyny, to dostaje baty, a jeśli już wygrywa, to po fatalnej, przyprawiającej o rozstrój żołądka, grze, wskutek błędu sędziego albo pecha, który z niezrozumiałych względów prześladował rywala.


Nic więc dziwnego, że jak to ujął - tyleż szczerze, co rezolutnie - angielski pisarz: "Naturalny stan kibica to gorzkie rozczarowanie, niezależnie od wyniku meczu". Musi być przygotowany na najgorsze, a kiedy najgorsze się stanie, ma święte prawo przysiąc, że nigdy już nie przyjdzie oglądać tych patałachów. I oczywiście musi przyjść, bo ma nadzieję, że następnym razem "nasi" jednak pokażą wszystkim, jak się w piłkę gra.


Benfica Lizbona i Gopło Kruszwica


Pierwszy mecz, jaki obejrzałem w telewizji, to był ten sam mecz, który widział Nick Hornby. Całym sercem byłem jednak nie po stronie Manchesteru United, lecz Benfiki, w której pierwsze skrzypce grał legendarny Eusebio, Czarna Perła z Mozambiku - jak mówił komentator TVP. Benfica przegrała. Ból jej piłkarzy był moim bólem, ich płacz - moim płaczem.


Upłynęło sporo wody w Wiśle i znalazłem się na, jak pisze Hornby, "oszałamiającym Stadionie Światła" w Lizbonie. Koniec lat 90. Benfica rozgrywała mecz w Champions League. Sędzia gwizdnął, zaczęła się gra i zanim zdążyłem się wygodnie usadowić w foteliku, trzymając w jednej ręce program meczu, w drugiej kubek piwa, Benfica - jakby nie zważając na moją obecność - z nonszalancją przechodzącą w ekstrawagancję strzeliła sobie bramkę samobójczą. Poczułem się rozczarowany. Przejechałem tyle kilometrów, na drugi koniec Europy, żeby spotkał mnie taki zawód. I w tym samym momencie zrozumiałem, że to jest po prostu mój klub. Klub, któremu pozostanę wierny do końca życia. Prawdziwy kibic - nie mylić z troglodytami, jakich można spotkać nie tylko na polskich stadionach - to ktoś, mówiąc po gombrowiczowsku, dzieckiem podszyty.


Tak, tak, książka Nicka Hornby'ego "Futbolowa gorączka", chociaż ma za bohatera kibica Arsenalu Londyn, w gruncie rzeczy mówi o każdym z nas - razem i z osobna: o kibicach Realu Madryt i Izolatora Boguchwała, Juventusu Turyn i Darzboru Szczecinek, Manchesteru United i Tłoków Gorzyce, Benfiki Lizbona i Gopła Kruszwica.


Janusz Drzewucki


Nick Hornby "Futbolowa gorączka". Tłumaczyła Małgorzata Hesko-Kołodzińska. Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2003.

 

 


 


 Copyright © Oranjefan.pl 2001-2006
Wykonanie inti.pl
Home |  Wiadomości |  Mecze |  Kadra |  Trenerzy |  Historia |  Eredivise |  Kibice |  Linki |  Forum |