Opera

Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne

Franklin Foer - Jak futbol wyjaśnia świat



Futbol to coś więcej niż gra, czy nawet styl życia. To gra o wysoką stawkę, która może obalić władzę i zainicjować ruchy niepodległościowe. W czasie podróży Foer spotyka najdziwniejszą kolekcję kibiców: angielskiego chuligana, którego matka była Żydówką, ojciec nazistą, a on sam jest najemnikiem; klub serbski, który przekształcił się w brutalny oddział partyzantów, hałaśliwych Szkotów, którzy zachęcają go do zajęcia stanowiska w długowiecznej wojnie katolickich i protestanckich drużyn. Opowieści o pasji i przemocy przeplatają się z humorem i tragizmem, autor naświetla problemy zderzenia cywilizacji, międzynarodowej gospodarki i wszystkiego, co pomiędzy. Książka pełna iskrzącej inteligencji, barwnych charakterów, cierpkiego humoru i wielkiego zainteresowania futbolem i ludzkością jest oryginalną próbą poszukiwania sensu w naszych trudnych czasach.

Autor jest dziennikarzem czasopisma New Republic, często pisuje również do The Slate. Jego artykuły były publikowane w New York Timesie, Wall Street Journal, Atlantic Monthly, Foreign Policy i Spin.

W Polsce książkę wydało wydawnictwo Red Horse z Lublina. Na stronach wydawnictwa można przeczytać fragment książki.

Recenzja Janusza Drzewuckiego

Globalizacja, piłka nożna i coś jeszcze

To nieprawda, że piłka nożna jest kwestią życia i śmierci, to sprawa dużo poważniejsza - miał powiedzieć Bill Shankly, jeden z najwybitniejszych angielskich trenerów piłki nożnej, słynący przy tym z niewyparzonej gęby.

Było to w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, gdy prowadzona przez niego drużyna FC Liverpool zmiatała przeciwników z drogi niczym walec zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Europie. Piłka nożna stanowiła wówczas rozrywkę przede wszystkim proletariatu. Dzisiaj okazuje się równie wielką namiętnością białych kołnierzyków, co więcej - najpopularniejszą dyscypliną sportu na świecie. Dość wspomnieć, że FIFA skupia więcej członków niż Organizacja Narodów Zjednoczonych, na stadionach z upodobaniem zasiadają prezydenci, premierzy, a nawet koronowane głowy, w roli komentatorów występują zaś tak znani pisarze, jak Gabriel Garcia Marquez, Mario Vargas Llosa czy Jose Saramago.

Adwokat diabła

Przedsięwzięcie, którego w książce "Jak futbol wyjaśnia świat, czyli nieprawdopodobna teoria globalizacji" podjął się Franklin Foer - dziennikarz waszyngtońskiego pisma " The New Republic", współpracownik " The Washington Post" i " The New York Times" - wydaje się tyleż oczywiste, co karkołomne. Oczywiste, gdyż piłka nożna, będąc najbardziej rozpoznawalną grą świata, nie może nie podlegać mechanizmom globalizacji - wydaje się pod tym względem wręcz dziedziną modelową. Karkołomne, gdyż autor jest Amerykaninem, a w Ameryce football to nie football, lecz soccer, a football to dyscyplina, w której gra się nie okrągłą, lecz jajowatą piłką. To po pierwsze. Po drugie - w amerykańskim futbolu piłkę zagrywa się ręką, co więcej, boisko przemierza się nie z piłką u nogi, lecz w ręce. Tymczasem w piłce nożnej na modłę europejską dotknięcie piłki ręką jest równoznaczne z przerwaniem gry, jest zagraniem karanym przez sędziów rzutem wolnym lub "jedenastką" i na dodatek żółtą kartką, a przez kibiców kwitowane gwizdami i buczeniem.

Zabawne, ale Foer przyznaje, że w Stanach Zjednoczonych przez lata zwalczano soccer, czyli naszą piłkę nożną, jako grę prymitywną i brutalną, a przecież nie ma brutalniejszej gry niż futbol amerykański. Kto choć raz widział rozgrywki oSuper Bowl, wie, o co chodzi.

Tak czy inaczej, perspektywa, z której Foer analizuje związki piłki nożnej z procesem globalizacji, jest jak najbardziej amerykanocentryczna. Trudno zatem, aby nie śmieszyły nas stwierdzenia, że Real Madryt to amerykańscy New York Yankees albo że kluby, np. Manchester United, nie są tożsame z reprezentacjami narodowymi.

Inny, czyli gorszy

Amerykańskiego dziennikarza interesują trzy zagadnienia, z którymi mają do czynienia tak teoretycy i praktycy globalizacji, jak i władze organizacji piłkarskich wszystkich szczebli (FIFA, UEFA, PZPN etc.) oraz organizatorzy pojedynczych meczów czy to krajowych, czy narodowych, czy międzypaństwowych: primo - chuligaństwo, secundo - gospodarka, tertio - nacjonalizm.

Badając sprawę, Foer pojeździł trochę po świecie, widział to i owo. Przyjrzał się, jak w rozpadającej się Jugosławii sukcesy klubu Crvena Zvezda Belgrad oddziaływały na bieżącą politykę, w której brali udział i przedstawiciele władzy - Slobodan Milosević, i opozycji - Zoran Dzindzić, ponadto pisarz Vuk Drasković i gangster Zeljko Raznatović, znany pod pseudonimem Arkan. Ukazał, jak piłka nożna polaryzuje konflikty: ciągnące się od ponad stu lat współzawodnictwo dwóch szkockich klubów Celtic Glasgow i Glasgow Rangers to przecież jeszcze jedno pole sporu między katolikami a protestantami, a równie zażarta walka o prymat na Półwyspie Apenińskim pomiędzy Juventusem Turyn a AC Milan jest rywalizacją fortun dwóch rodów: Agnellich i Berlusconich, przemysłu samochodowego z telewizyjnym. Równie efektownie, na przykładzie rywalizacji między dwoma klubami z Budapesztu MTK i Ferencvaros, przedstawił zderzenie filosemityzmu z antysemityzmem.

Antysemityzm - i szerzej rasizm - to jeden z najważniejszych problemów współczesnego futbolu, ale także świata. Foer przy okazji cofa się w czasie i przypomina powstałą w latach 20. XX wieku doktrynę Muskeljudentum, czyli muskularnego judaizmu, stworzoną przez współtwórcę syjonizmu Maksa Nordaua, której to doktryny ucieleśnieniem była w tamtych latach niezwyciężona drużyna Hakoah Wiedeń, składająca się z samych Żydów rzecz jasna. Przy okazji przypomina, że określenie "Żyd" jest jedną z głównych stadionowych obelg. W imponujący sposób poradzili sobie z tym kibice uważanych powszechnie za żydowskie klubów Ajax Amsterdam i Tottenham Hotspur Londyn. Ci pierwsi wywieszają w czasie meczów flagi z gwiazdą Dawida, ci drudzy słowo "Żyd" traktują jak najwyższą pochwałę. Proszę sobie teraz wyobrazić, że błękitnooki i płowowłosy Jürgen Klinsmann, grający w barwach The Spurs w latach 90., po strzeleniu gola słyszał piosenkę ułożoną na jego cześć: " Jürgen był Niemcem, ale teraz jest Żydem". Robi wrażenie, prawda?

Rolę lżonych Żydów w ostatnich latach przejęli - zdaniem Foera - grający w Europie piłkarze z Afryki. Dowodem na to mają być rzucane na boisko banany i naśladowanie przez kibiców odgłosów wydawanych przez małpy, gdy do piłki dochodzą czarnoskórzy piłkarze. Przykładem tego historia Nigeryjczyka Edwarda Anyamkeygha, piłkarza klubu Karpaty Lwów, powiedzmy jednak szczerze, historia jakich wiele. Rzecz przecież nie w tym, że ów piłkarz w odróżnieniu od piłkarzy ukraińskich jest czarny, ale w tym, że pochodzi z innego kręgu cywilizacyjnego, kulturalnego, a także klimatycznego, że nie zna miejscowego języka i tubylczych obyczajów. W efekcie jest inny, a więc gorszy.

Kosmopolityzm, nacjonalizm i patriotyzm

Od lat opowiada o tym - o kategorii Innego we współczesnym świecie - Ryszard Kapuściński, ale Foer zdaje się o tym nie wiedzieć.

A lubi powoływać się na autorytety: Marksa i Gramsciego, Milla, de Tocqueville'a, Teodora, a nawet na Naomi Klein, autorkę biblii antyglobalistów "No logo". Analizując ukraiński styl Karpatów Lwów, wspomina filozofa Martina Bubera i ekonomistę Ludwiga von Misesa, analizując kosmopolityzm Chelsea Londyn, w której składzie bywa, że nie ma ani jednego Anglika, cytuje Ruperta Murdocha, a omawiając "kosmopolityczny nacjonalizm" FC Barcelona, powołuje się na powieści Manuela Vazqueza Montalbana, na malarstwo Dalego i Miro.

Jednak w jego książce nie ma śladu dowodu na to, że zna podstawowe teksty na temat globalizacji - Chomsky'ego, Fukuyamy, Stiglitza czy Huntingtona, o książkach Baumana już nie wspominając. Gorzej, że omawiając fenomeny poszczególnych klubów, nie zadał sobie fatygi, by zastanowić się nad tym, co wynika dla piłki nożnej z faktu, że w angielskich i włoskich klubach aż roi się od piłkarzy z Ameryki Południowej, a we francuskich czy niemieckich z Afryki i Azji. Nie zastanowił się też nad tym, czym są dzisiaj mistrzostwa świata. A przecież najciekawsze rzeczy dzieją się z nami jako kibicami wtedy właśnie - gdy dochodzi do konfrontacji nie klubów, skomercjalizowanych do cna i funkcjonujących na zasadzie ponadnarodowych korporacji, lecz reprezentacji państw, z którymi utożsamiamy się jako Holendrzy lub Belgowie, Niemcy lub Polacy. Gdy na stadionie grają Mazurka Dąbrowskiego, a biało-czerwona powiewa na maszcie, czujemy, że chodzi nam wszystkim w tym momencie o coś więcej niż tylko o piłkę nożną.

Janusz Drzewucki, Rzeczpospolita z 16 grudnia 2006.

 

 


 


 Copyright © Oranjefan.pl 2001-2006
Wykonanie inti.pl
Home |  Wiadomości |  Mecze |  Kadra |  Trenerzy |  Historia |  Eredivise |  Kibice |  Linki |  Forum |