
Od kiedy prowadzę serwis Oranjefan.pl wielokrotnie byłem pytany o źródła fascynacji piłką nożną w wydaniu holenderskim. Najczęściej mówię wtedy o roku 1988, bo wtedy po raz pierwszy oglądając mecz poczułem ciarki na plecach. Wspominam również 24 maja 1995 roku - ja pisałem maturę a moi rówieśnicy z Ajaksu Amsterdam zdobywali Puchar Mistrzów. Nie wiem czy kogokolwiek udało mi się przekonać tymi nieco zbyt może ckliwymi opowieściami. Dzisiaj po lekturze książki "Brillant Orange" Davida Winnera nie muszę już się trudzić. Każdej osobie zadającej mi to niedorzeczne pytanie, pokazuję teraz tę książkę. Tu jest wszystko napisane!
"Brillant Orange" to badzo osobiste ale i kompletne studium dziwnej i cudownej historii holenderskiego futbolu i społeczeństwa w XX wieku. Winner nie ukrywa swojej fascynacji Holandią. Jest Anglikiem ale miał holenderską nianię, która wprowadziła go w świat wiatraków, sabotów, sera i innych holenderskich specjałów. Dzięki swojej erudycji autor swobodnie porusza się po ścieżkach holenderskiej polityki , kultury, filozofii, religii... i piłki nożnej. Łączy to wszystko nieraz w zaskakujący sposób, co czyni lekturę niezwykle przyjemną i zajmującą. Trzeba nie lada talentu by na 120 stronach napisać o architekturze, ruchach anarchistycznych z lat 60 i 70-tych, latających krowach i jednocześnie nie zamęczyć czytelnika. Na szczęście nie jest to socjologiczna dysertacja. Z drugiej strony autor oparł się pokusie stworzenia artystycznej impresji, co przy jego erudycji byłoby bardzo proste. Od pierwszych słów widać, że Winner jest prawdziwym kibicem!
Autor rozpoczyna charakterystykę futbolu totalnego od zarysowania "teorii przestrzeni". To z niej wywodzi się obsesja pięknej gry, pogarda dla systemów akcentujących defensywę, wstręt do wymuszania rzutów karnych, podań do bramkarza i innych przejawów "nowoczesnej" myśli taktycznej uosobianej dzisiaj przez Mourinho. Przestrzeń jest unikalnym elementem charakteryzującym futbol holenderski. Naród żyjący w kraju płaskim jak stół, gdzie gęstość zaludnienia jest najwyższa w Europie, zmuszony był do pełnego wykorzastania każdej przestrzeni. Widać to w architekturze, sztuce, rolnictwie i na boisku piłkarskim. Winner nazywa nawet Holendrów "przestrzennymi neurotykami". Wprawdzie wszędzie na świecie boiska piłkarskie mają te same wymiary i kształt, ale Holendrzy spojrzeli na nie inaczej. Drużyna piłkarska to bryła geometryczna o 11 wierzchołkach. Autor do rozpracowania tego systemu zaprosił nawet matematyka! Jedno z przezwisk Cruyffa w latach 70-tych to "Pitagoras w piłkarskich butach".
Holendrzy dali światu nową wizję gry, w której wolność każdego piłkarza mieści się w ściśle określonej przestrzeni boiska. Ich futbol jest tak precyzyjny i geometryczny, jak widok z lotu ptaka na holenderskie farmy. Bary Hulshoff wspomina, że piłkarze Ajaxu na początku lat 70-tych ciągle dyskutowali o przestrzeni. "Johan Cruyff do znudzenia mówił, gdzie ktoś powinien pobiec, gdzie się zatrzymać a gdzie nie powinno go być w danym momencie". Zamienność pozycji i wszechstronność wszystkich jedenastu piłkarzy na boisku, ów charakterystyczne znamię futbolu totalnego, wywodzi się właśnie z "przestrzennej świadomości" Holendrów. "Tworzenie przestrzeni, wchodzenie w nią i jej organizowanie - całkiem jak architektura na boisku piłkarskim" - mówi Hulshoff. Cruyff był pierwszym piłkarzem, który tak kreatywnie myślał o przestrzeni. Futbol widział jako totalny ruch na całym boisku a nie jako zbiór indywidualnych akcji. Jeden z rozmówców Winnera, rzeźbiarz Joroen Hanneman mówi, że "boski Johan" byłby w pełni usatysfakcjonowany, gdyby boisko miało 2 kilometry długości i dodatkowo poruszać się w trzech wymiarach. Dopiero teraz analogie do malarstwa są jak najbardziej uprawnione. Skoro futbol holenderski porównuje się ze sztuką to łatwiej zrozumieć ich dążenie do perfekcji i samospełnienia. Futbol pojmowany jako sztuka dla sztuki sprawia, że zwycięstwo w meczu staje się sprawą drugorzędną. To dlatego Holendrom tak zależy na "ocenach za styl".
Winner sporo miejsca poświęca też wyjaśnieniu tendencji do samodestrukcji. Ileż to razy podczas wielkich imprez słyszymy o konflktach w kadrze Oranje. Autor stawia dobrze udokumentowaną tezę, że powodem tego jest specyficzne rozumienie demokracji w społeczeństwie holenderskim. Egalitaryzm, zróżnicowanie religijne i etniczne, skłonność do kwestionowania autorytetów sprawia, że to jeden z najbardziej rozdyskutowanych narodów na świecie. W Holandii wszystko załatwia się w drodze negocjacji a kompromis jest niepisaną zasadą ustrojową. Nic dziwnego zatem, że trener reprezentacji piłkarskiej tego kraju ma bardzo ciężkie życie. Jego decyzje wciąż są kwestionowane, jego pozycja nie daje mu władzy bo autorytet musi sam sobie zdobyć.
Jeden z rozdziałów dotyka sprawy "żydowskości" Ajaxu Amsterdam. To dobre wprowadzenie do książki Simona Kupera "Ajax, the Dutch, the War". Dzieło Kupera to kompletne studium, Winner skupia się na anegdotach.
Oczywiście Winner nie pisze "na sucho". Książka pełna jest cytatów, faktów a nawet ikonografii obrazujących słynne gole np. akcja Cruyffa i Keizera w meczu Fenerbahce - Ajax w 1968 roku. Cenne są również anegdoty. Sjaak Swart upewniał się przed każdym meczem, czy córka pocałowała jego piłkarskie buty. Cruyff grał zawsze w swych starych korkach, nawet wtedy gdy były już całkiem dziurawe. Van Hanegem pozwolił zadecydować psu o swoim transferze do Olimpique Marsylia (pies nie chciał się przenosić i Wim pozostał w Feyenoordzie). Cały rodział wypełnia ciekawy wywiad z Johnym Repem. Rozmowa odbyła się na stacji Amsterdam Sloterdijk a ilość ciekawostek i nieznanych faktów jest imponująca.
Na taką książkę czekałem 30 lat. Z racji "późnego" urodzenia nie widziałem w akcji Cruyffa, Krola, Neeskensa i innych wspaniałych piłkarzy z lat 70-tych. Dzięki Winnerowi odbyłem podróż wehikułem czasu. Po "Brillant Orange" sięgnąć powinny także osoby zafascynowane Holandią. Może dzięki niej łatwiej zrozumieć będzie, dlaczego Holendrzy tak róźnią się od Polaków.
Oranjefan