Opera

Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne

Marco van Basten

Marco van Basten w barwach Ajaksu Amsterdam
Marco van Basten z Pucharem Mistrzów w 1989 roku
Marco van Basten po zdobyciu przez Holendrów mistrzostwa Europy
Marco van Basten w roli trenera reprezentacji Holandii

Początek jego kariery jest typowy dla większości znanych holenderskich zawodników. W wieku 6 lat rozpoczął treningi w małym amatorskim klubie UVV Utrecht. W 1980 roku przeniósł się do FC Elinkwijk Utrecht, i tam zwrócili na niego uwagę łowcy talentów, ze słynnej szkółki Ajaxu. Marco umiał już tak wiele, że prawie natychmiast zadebiutował w pierwszej drużynie najsłynniejszego klubu Holandii, choć początkowo podpisał tylko kontrakt amatorski. Już sam debiut był wielce symboliczny i znamionował wielkie sukcesy - w meczu z NEC Nijmegen zmienił samego Johana Cruyffa i strzelił gola! Miał wtedy siedemnaście lat.

Po kilku dobrych występach w reprezentacji Under-20 szybko trafił do pierwszej reprezentacji. Nie skończył jeszcze dziewiętnastu lat, gdy zagrał w niej po raz pierwszy w meczu z Islandią. Kto widział go wtedy w akcji nie miał wątpliwości, że będzie wybitnym piłkarzem. Strzelał coraz więcej bramek. Dosłownie na zawołanie. Nie miał sobie równych w Holandii. Historia jego występów w Ajaksie pełna jest niebywałych wyczynów, strzeleckich popisów i cudownych goli. We wrześniu 1983 roku, kiedy Ajax pokonał 8:2 Feyenord, Marco popisał się hat-trickiem. Cruyff, grający wówczas w barwach...Feyenordu, mógł tylko bezradnie patrzyć na popisy swego najzdolniejszego kolegi i ucznia. 13 maja 1984 roku Ajax gromi 7:2 zespół DS' 79 Dordrecht a Marco pięciokrotnie pokonał bramkarza rywali!!! W sezonie 1985/86 popisał się fantastycznym wyczynem - 37 goli w 26 meczach ligowych! W meczu z FC Den Bosch strzelił przewrotką z 11 metrów a piłka wylądowała w okienku bramki! Ten gol do dzisiaj uchodzi za jeden z najpiękniejszych w historii futbolu. Tak strzelać mógł tylko geniusz. Zawsze podkreśla, jak wiele nauczył się od Cruyffa, najpierw na boisku a później od trenera Ajaksu: "Szczególnie cenne były jego wskazówki odnośnie taktyki. Uzmysłowił mi jak powinienem postępować na boisku, jak się ustawiać. Podzielam jego zdanie, że futbol to nie tylko instynkt i przeczucie. Nietuzinkowi piłkarze to tacy, którzy myślą na boisku". Jedyną rysą na ich współpracy były zaczynające się już wtedy kłopoty piłkarza z kostką prawej nogi. Cruyff ponoć nie zwracał uwagi na skargi Marco i nie pozwalał mu odpocząć. Niestety problemy zdrowotne bardzo zaważą na jego późniejszej karierze. "Marco był bardzo twardy i wymagający wobec siebie i kolegów - wspomina Cruyff. - Czasami byłem zaszokowany, kiedy ten młody piłkarz wytykał błędy starszym. Zdarzało się, że musiałem wkraczać do akcji, by w szatni nie doszło do kłótni i rękoczynów. Piłkarze, którzy pierwszy raz trafili do kadry Holandii, woleli na wszelki wypadek nie odzywać się do Van Bastena. Podpadnięcie mu na wstępie mogło się żle dla nich skończyć". Sława Van Bastena zaczęła wykraczać poza Holandię. Cieszyło to jego kibiców, ale z drugiej strony oznaczało, że prawdopodobnie opuści kameralny stadion De Meer. Kusiły go najlepsze i najbogatsze kluby europejskie. W tamtych czasach piłkarzom Ajaxu nie płacono zbyt dużo. Kwestią czasu było więc, kiedy Marco opuści Amsterdam. - "Chcialem być bogaty. Myślałem o tym wielokrotnie" - mówił jeszcze jako młody chłopak. Z kibicami Ajaxu pożegnał się godnie, jak na rasowego napastnika przystało. W jednym z ostatnich meczów strzelił zwycięską bramkę w finale Pucharu Zdobywców Pucharów z Lokomotive Lipsk w Atenach.

Ostatecznie przeszedł do AC Milan, który zapłacił za niego 800 tysięcy dolarów. To chyba najlepszy interes zrobiony przez jakikolwiek klub w ostatnich dwudziestu latach. Van Basten liczył wtedy 22 lata, miał za sobą pięć sezonów regularnej gry w Eredivisie, cztery ostatnie z nich kończąc w glorii króla strzelców! W debiucie w lidze włoskiej też zdobył gola, potwierdzając swoje strzeleckie predyspozycje. Ale później zaczęły się problemy. Kontuzja kostki prawej nogi wyeliminowała go z gry na kilka miesięcy. Od października do kwietnia przechodził intensywną rehabilitację. Wrócił, ale nie na boisko, tylko na ławkę rezerwowych. Trener Arrigo Sacchi nie znalazł dla niego miejsca w podstawowym składzie do końca sezonu 1987/88.

Zbliżały się Mistrzostwa Europy w Niemczech. Szkoleniowiec holenderskiej reprezentacji, Rinus Michels, nie wierzył w możliwość powrotu Van Bastena do odpowiedniej formy. Choć zabrał go na finały, to posadził w pierwszym meczu ze Związkiem Radzieckim na ławce rezerwowych. Fachowcy i kibice przyjęli ze zrozumieniem tę decyzję. Nie chodziło nawet o to, że dopiero co zakończył wielomiesięczną kurację. W ojczyżnie uchodził co prawda za gracza bardzo utalentowanego, ale jeszcze nie gwiazdę. Marco wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie. Holendrzy zagrali słabo, przegrali 0:1. Jednym z zawodników, który zawiódł najbardziej, był napastnik Johny Bosman. Dlatego w kolejnym spotkaniu z Anglią Michels postawił na Van Bastena. A ten popisał się hat-trickiem! W następnych meczach też grał wyśmienicie. Najlepszy wpływ na jego formę miała... przerwa spowodowana kontuzją. Był świeży i dopiero w czasie mistrzostw dochodził do normalnej dyspozycji. Zdobył jeszcze dwie bramki, zostając najskuteczniejszym strzelcem imprezy. Uznano go też za najlepszego zawodnika mistrzostw. Van Basten pokazał co potrafi. Tuż przed końcem meczu półfinałowego z Niemcami zdecydował się na wślizg i jednocześnie strzał prawą nogą. Piłka wylądowała w siatce. Zrobił to perfekcyjnie w wyjątkowo trudnej sytuacji i mimo asysty Jurgena Kohlera. Ten wspaniały gol dał Holendrom awans do finału. Pokonali w nim Związek Radziecki 2:0, rewanżując się za porażkę w meczu grupowym. A Van Basten zdobył fenomenalną bramkę (zobacz to), pieczętującą zdobycie tytułu mistrzowskiego. Uderzył piłkę z powietrza, z półobrotu, z bardzo ostrego kąta, będąc z boku pola karnego. Bramkarz Rinat Dasajew długo nie mógł zrozumieć jak do tego doszło. Piłka tylko śmignęła nad jego głową. To były przykłady zagrań znamionujące boiskowego geniusza, który z taką łatwością zdobywał bramki.

Umiejętność znalezienia się w polu karnym rywali posiadł wręcz w stopniu doskonałym. Zawsze był tam gdzie powinien. Ale potrafił też strzelać w najbardziej nieprawdopodobnych momentach, mimo asysty obrońców. "On ma specjalną zdolność stwarzania pozycji strzeleckich w takich sytuacjach, kiedy wydaje się, że jest to niemożliwe" - ocenił swojego kolegę Ruud Gullit. A dwie opisane bramki z Euro '88 są tego najlepszym potwierdzeniem. Ale wspaniała skuteczność Van Bastena opierała się też na doskonałym wyszkoleniu technicznym. Przyjęcie piłki, panowanie nad nią, utrudnianie dojścia do niej obrońcom, wreszcie strzał na bramkę - to wszystko decydowało o jego wspaniałej grze. Wiedział kiedy decydować się na drybling, minąć rywala w pełnym biegu, przelobować bramkarza, zdecydować się na techniczne uderzenie czy na silny strzał spoza pola karnego. Potrafił zarówno kreować sytuacje jak i wspaniale je wykańczać. - On nie ma nawet wielkiego wpływu na styl gry drużyny, ale potrafi sam rozstrzygać losy meczów - powiedział o nim jego były trener Johan Cruyff. W 1988 roku Van Basten zwyciężył w plebiscycie "France Football". Był gwiazdą Milanu, występując wspólnie z kolegami z reprezentacji, Ruudem Gullitem i Frankiem Rijkaardem. Zdobywał dla tej drużyny bramki, kolekcjonował z nią tytuły i puchary. Był u szczytu swych możliwości. Nic nie stracił ze swej skuteczności, mimo że grał przeciwko wyjątkowo bezwzględnym i brutalnym obrońcom w najsilniejszej lidze świata.

Jedynym niepowodzeniem w tym okresie był dla niego start w Mistrzostwach Świata w 1990 roku. Skłócona reprezentacja Holandii tylko kolorem koszulek przypominała drużynę z Euro '88. Grała słabo, odpadła w drugiej rundzie, przegrywając 1:2 z Niemcami. Van Basten nie zdobył w finałach żadnej bramki! To jeden z najsmutniejszych epizodów w jego karierze. Na Mistrzostwa Europy w 1992 roku jechał z wielkimi nadziejami na obronę tytułu. Wszystko wskazywało, że Holendrzy znów wygrają, zwłaszcza po wspaniałym meczu z mistrzami świata Niemcami, ale niespodziewanie Pomarańczowi przegrali w półfinale z Duńczykami, po rzutach karnych. Dla Marco było to tym bardziej przykre, że zadecydował o tym niestrzelony przez niego rzut karny. "Nie mam żadnych wątpliwości, że wtedy byliśmy najlepszą drużyną. Dynamiczną, widowiskową. Jednak popełniliśmy kilka błedów. Najpoważniejszym, który mogę teraz ujawnić, były balangi po zwycięstwie nad Niemcami. Przez kilka dni w naszej kwaterze panowała zbyt wesoła atmosfera. Czuliśmy się już mistrzami Europy. Potem Duńczycy sprowadzili nas z obłoków na ziemię. Po raz pierwszy w życiu miałem tak dużego kaca moralnego..."

Za to od początku sezonu 1992/93 grał wyśmienicie w Serie A. Ale prawa kostka znów dała znać o sobie. Nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że to początek końca jego kariery. Van Basten rozpoczął walkę o powrót na boisko. Walczył głównie z bólem. Operacje, zabiegi rehabilitacyjne, ćwiczenia... Marco przeszedł trzy operacje prawej nogi. Po drugiej, w grudniu 1992 roku, wrócił na boisko tylko na trzy spotkania. W pierwszym meczu w Lidze Mistrzów Marco strzelił 4 gole drużynie IFK Göteborg. Ostatni mecz w karierze rozegrał w maju 1993 roku w finale Pucharu Europy, w którym AC Milan przegrał 0:1 z Olympique Marsylia. Kontuzja uniemożliwiła mu występ w finałach mistrzostw świata w USA. Ostatni z 58 występów w reprezentacji Holandii, dla której zdobył 24 gole, rozegrał w październiku 1992 roku w Rotterdamie przeciwko Polsce (2:2). Jego nazwisko pojawiało się w kadrze Milanu jeszcze przez 2 sezony. Ale on ani razu nie pojawił się na boisku. Większość czasu spędzał w gabinetach lekarskich i rehabilitacyjnych. Jego nogę oglądali kolejni specjaliści stawiając kolejne diagnozy. Przyjechał na następny finał Pucharu Mistrzów do Aten. Drużyna z Mediolanu odniosła wspaniałe zwycięstwo gromiąc Barcelonę 4:0. Ale Van Basten był tylko widzem. Próbował walczyć jeszcze jeden sezon. 17 sierpnia 1995 roku podjął ostateczną decyzję o zakończeniu kariery. Bezpardonowa gra rywali starających się wszelkimi sposobami przeszkodzić mu w zdobywaniu goli oraz delikatny, podatny na kontuzje układ kostny piłkarza złożyły się na przedwczesne zakończenie kariery. "Piłkarski styl Marco można porównać do baletu. Grał w piłkę jak. .. Nurejew. Jego staw skokowy nie wytrzymał obciążeń", powiedział szwajcarski lekarz Rene Marti, zajmujący się rehabilitacją zawodnika. FIFA, mając w głównej mierze na uwadze jego przypadek, zaprosiła Van Bastena do wzięcia udziału w pracach "Komisji 2000", która miała się zastanowić, co zmienić w piłce nożnej przed wejściem w XXI wiek. Van Basten postulował: "Na pierwszym miejscu należy skończyć z brutalnością w grze i wprowadzić przepis z koszykówki -- jeśli ktoś popełnia w meczu pięć fauli, otrzymuje czerwoną kartkę i nie może być zastąpiony przez innego gracza. Tacy obrońcy, jak Niemiec Juergen Kohler faulowali mnie nawet 15 razy w meczu. 15 razy sędzia przyznawał mojej drużynie rzuty wolne, ale oznacza to także, iż 15 razy moją akcję Kohler zatrzymywał w nieprzepisowy sposób, a kibice 15 razy byli pozbawieni możliwości obejrzenia interesujących momentów. Nie ma to żadnego związku z moją kontuzją -- każdemu może się zdarzyć podobna przykrość. Chciałbym tylko, żeby w futbolu ważniejszy od obrony znowu stał się atak". Kilka lat temu FIFA wprowadziła przepis, który nakazywał arbitrom surowsze karanie ataków od tyłu na nogi.

Van Basten był piłkarzem wyjątkowym. Większość napastników ma jedną, czasami dwie cechy charakterystyczne: albo znakomitą grę w powietrzu, albo drybling, szybkośc z piłką, czy instynkt strzelecki. Marco potrafił wszystko. Wróżono mu, że w drugim etapie swej kariery będzie zachwycał grą w drugiej linii. Uważał, że jest to bardzo dobry pomysł. Jako uzasadnienie podawał, że brakuje mu...precyzji pod bramką rywali! - "Strzelam dużo goli, zgoda - mówił skromnie - ale również dużo pudłuję. Nawet jako młody chłopak trafiałem osiem, dziewięć razy w meczu. Niestety marnowałem tyle samo, albo więcej okazji. Są też takie momenty, kiedy mam serdecznie dość gry na środku ataku z innego powodu. Kiedy obrońcy próbują zamienić w piekło moją boiskową egzystencję,wówczas wycofuję się do drugiej linii. Usiłuję rozgrywać piłkę. W tych chwilach myślę o Pele, najwybitniejszym piłkarzu jakiego znam. Nie mogę się jeszcze porównywać z królem futbolu. Jego fanstastyczna wszechstronna gra jest dla mnie wzorem do naśladowania i motywacją do dalszej pracy. Miliony kibiców przeżyły wspaniałe chwile oglądając wiruozerskie popisy wielkiego Brazylijczyka. Chciałbym mu kiedyś dorównać..."

Zawsze z trudem znosił trudy popularności. Dlatego gdy skończył karierę zupełnie zniknął z życia publicznego. Schował się w swej prywatności tak głęboko, że tylko nieliczni wiedzieli, gdzie się podziewał. W samotności przeżywał swe niespełnienie i rozgoryczenie. Chyba miał żal do obrońców i lekarzy. Całkowicie odsunął się od piłki nożnej. Zdecydował się dopiero w 1999 roku udzielić wywiadu magazynowi wydawanemu przez FIFA. "Najbardziej frustrującą rzeczą nie było to, w jaki sposób odniosłem kontuzję, lecz jak byłem traktowany przez niektórych lekarzy. Ten, kto wyrządził największą szkodę mojej kostce, nie był piłkarzem, lecz chirurgiem. Jedyne, co teraz pamiętam ze swojej kariery, to ból, który rozchodził się od kostki po moim całym ciele. A powinienem chyba pamiętać wielkie wydarzenia, które współtworzyłem - tak opisywał swój stan po zakończeniu kariery. "Teraz już mnie nic nie boli. Niedawno grałem nawet z przyjaciółmi w piłkę na plaży i czułem się całkiem, całkiem. Nie żałuję decyzji o skończeniu kariery, którą podjąłem rok temu. Skończył się wreszcie czas oczekiwania na coś, co nigdy nie nadejdzie. Jeszcze niedawno myślałem, że jestem ofiarą futbolu i lekarzy. Teraz zmieniłem zdanie. Jestem raczej przykładem, jak nieprzyjemnie możę się skończyć kariera. Nie wiem, co teraz będę robił. Serce podpowiada mi, że powinieniem zostać trenerem, ale nie jestem przekonany, czy powinienem to zrobić. Na pewno będę się musiał mocno zastanowić. Nie mam najlepszego zdania o trenerach. Spotkałem ich kilkudziesięciu. Średnio rzecz biorąc, tylko jeden z dziesięciu szkoleniowców jest wstanie zmienić oblicze drużyny na lepsze. Kolejnych sześciu z tej dziesiątki nie ma żadnego wpływu na to, jak drużyna będzie grać, ale jej nie przeszkadza. Za to trzech pozostałych osłabia zespół, ponieważ nie umie nic robić, poza gadaniem o sprawach, na których się nie zna."

Na szczęście w 2001 roku powrócił. Zapisał się na kurs trenerski KNVB. Kiedy Louis van Gaal zrezygnował ze stanowiska trenera reprezentacji, jego nazwisko pojawiło się nawet wśród kandydatów na jego następcę. Sam uznał jednak, że ma jeszcze za mało doświadczenia. Powrócił do Ajaksu, gdzie wspólnie z Johnym van't Schipem trenował  zespół młodzieżowy A1. Po rezygnacji Dicka Advocaata po ME 2004, van Basten zdecydował się na przejęcie reprezentacji. Brak doświadczenia nadrabia wielkim autorytetem. Zdecydował się na gruntowne odmłodzenie kadry. Dla młodych piłkarzy jest wielkim autorytetem. Nie boi się wystawiac ich w meczach o wielką stawkę a ci odwdzięczają się mu wielkim zaangażowaniem. Pod jego kierownictwem reprezentacja znów stanowi zgrany kolektyw.

Miejsce urodzenia: Utrecht
Data urodzenia: 31.10.1964
Debiut w reprezentacji: 07.09.1983 Holandia - Islandia 3:0
Występy: 58
Bramki: 24

Źródło: "Piłka Nożna Plus" nr 12 (156) z 1988 roku, KNVB

Zobacz także:

www.marcovanbasten.net

 

 


 


 Copyright © Oranjefan.pl 2001-2006
Wykonanie inti.pl
Home |  Wiadomości |  Mecze |  Kadra |  Trenerzy |  Historia |  Eredivise |  Kibice |  Linki |  Forum |