Opera

Polsko-Niderlandzkie Stowarzyszenie Kulturalne

Niemcy - Holandia 1:3

data: 2002-11-20


Mecz towarzyski
Gelsenkirchen, stadion Arena auf Schalke
NIEMCY - HOLANDIA 1:3
Niemcy: Kahn, Rehmer, Baumann, Friedrich, Frings, Jeremies (46' Kehl), Ballack, Boehme (78' Neuville), Schneider, Bobic (68' Asamoah), Klose (46' Freier).
Holandia: van der Sar, Ricksen, Stam, Frank de Boer (46' Reiziger), Zenden, Seedorf, Bosvelt, Cocu (46' Van der Vaart), Davids, Makaay (65' Hasselbaink), Kluivert (46' Van Nistelrooy)
Gole: Bobic 34' - Kluivert 22', Hasselbaink 69', van Nistelrooy 79'
Żółte kartki: Reiziger
Sędzia: Hugh Dallas (Szkocja)
Widzów: 60 597

Tego spotkania żadną miarą nie można nazwać zwykłym meczem towarzyskim, jakich odbyło się we wtorek i w środę wiele. Niemcy, aktualny wicemistrz świata oraz gospodarz turnieju 2006 podeszli do konfrontacji ze swoimi północno-zachodnimi sąsiadami niezwykle poważnie. Pojedynek na Arena Auf Schalke stanowić miał niejako mecz otwarcia przygotowań do zbliżających się powoli Weltmeistershaft. Dzień wcześniej dokonano oficjalnej prezentacji logo nadchodzących Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej - trzech wesołych buziek w kolorach żółtym, niebieskim i zielonym. Dziennikarze niemieccy kręcili się gorączkowo wokół piłkarzy, działaczy i futbolowych ekspertów, podtykając im nieustannie pod nos mikrofony w kolorze... pomarańczowym (kolor firmowy stacji ZDF). Przypominano najważniejsze historyczne konfrontacje tych dwóch futbolowych potęg, ze szczególnym upodobaniem prezentując skandaliczny epizod z meczu z 1990 roku, którego bohaterem był obecny selekcjoner naszych zachodnich sąsiadów Rudi Voeller, a pierwszy gwizdek sędziego, oprócz odśpiewania hymnów obu krajów poprzedził mały pokaz baletowy i skok na bungee z rusztowań w wykonaniu "chorążego" dzierżącego długą flagę "niemiecko-holenderską".

Pora jednak opisać samą grę. Obydwa zespoły nie wystąpiły w optymalnych składach. Wśród Niemców zabrakło kontuzjowanego Christopha Metzeldera oraz ukaranego czerwoną kartką w poprzednim spotkaniu Mannshaftu Christiana Wörnsa. Drużyna Dicka Advokaata wciąż obywać się musi bez powracającego do zdrowia Marca Overmarsa, którego zadaniami na lewym skrzydle podzielili się Edgar Davids oraz lewy obrońca... Boudewijn Zenden. Dodatkowo menedżer Oranjes obiecał Loiusowi van Gaalowi oszczędzać "Katalończyków" Kluiverta, Cocu, De Boera i Reizigera, których w nachodzący weekend czeka kolejny mecz stulecia Primera Division, czyli pojedynek z Realem Madryt.

Już od pierwszych minut spotkania widać było, że obu zespołom chodzi o coś więcej, niż tylko o sprawdzenie swej formy pod koniec roku. Duże tempo, twarda, męska gra na pograniczu "eleganckiego" wprawdzie faulu (o dziwo, to nasi ulubieńcy byli zdecydowanie "złośliwsi" tego wieczora, Michael Reiziger zastępujący w drugiej połowie Franka de Boera zobaczył nawet żółtą kartkę), piłka szybująca daleko od jednej bramki do drugiej: wszystko to przypominało bardziej jakieś derbowe spotkanie w lidze, gdzie bardziej od cieszących oko wirtuozerskich popisów liczy się honor i wynik.

Niemcy utrzymywali lekką przewagę w polu, co rusz atakując zepchniętych do obrony Holendrów, którzy umiejętnie i niekiedy szczęśliwie bronili się nastawiając się bardziej na kontrataki. Ze względu na przesunięcia w Pomarańczowej linii pomocy (genialny, mimo wszystko, technik i kreator gry Davids zagrał na lewym skrzydle) zabrakło charakterystycznego dla nich "klepania" piłki w środku boiska (Cocu w ogóle nie zaistniał na boisku, a Bosvelta za bardzo ściągało na lewo), za to ataki skrzydłami w wykonaniu jednego z najlepiej grających tej środy Niderlandczyków Seedorfa, a z lewej strony Davidsa oraz wyrywającego wciąż do przodu Zendena mocno wymęczyły niemiecką defensywę. I nie wiem, czy menedżer Niemców, Mistrz Świata z 1990 roku nie popełnił poważnego błędu wystawiając przeciw holenderskiemu ofensywnemu walcowi zaledwie trzech obrońców i jednego defensywnego pomocnika Jeremiesa. Już jedna z pierwszych, dość niewinnych akcji zaczepnych drużyny Holandii - swobodna wymiana piłki na przedpolu w mocno rozciągniętym trójkącie Kluivert - Seedorf - Davids - zakończona niecelnym strzałem na bramkę tego ostatniego w 12 minucie spotkania dawała wiele do myślenia na temat ustawienia obronnego bloku wicemistrzów świata. Różnice na niekorzyść naszych wielkich sąsiadów pogłębiały się momencie zrywów bocznych pomocników teamu Advocaata: prawoskrzydłowy Mediolańczyk Clearence Seedoft, czy wyjątkowo spokojny i uprzejmy dla rywala "Pittbull" Davids, wspomagany przez defensywnego Zendena, nie mieli żadnych problemów z wymanewrowaniem biednych tego wieczora Friedricha i Rehmera.

Oddajmy jednak trzykrotnym Mistrzom Świata, co ich. Duet napastników Bobić - Klose, obsługiwany przez linię pomocy Böhme - Ballack - Schneider - Frings stworzył kilka naprawdę groźnych sytuacji, i tylko dzięki geniuszowi środkowych obrońców Oranjes: przede wszystkim bezbłędnego Jaapa Stama i w nieco mniejszym stopniu de Boera, oraz dobrym duchom słupków bramki van der Sara, ten tylko raz musiał wyjmować piłkę z siatki.

Wynik spotkania w 22 minucie otworzył niesamowity Kluivert. Pilnujący go obrońca niemiecki uczynił naprawdę wszystko, aby piłka nie dotarła do napastnika Barcy. Zrzutu wolnego podawał Davids, a Kluivert padając wraz z "opiekunem" na plecy, odwrócony tyłem do bramki, jakimś sobie tylko znanym sposobem kopnął ją pomiędzy "Kahnowe" słupki. Niemiec protestował jeszcze bezskutecznie, że był pociągany przez Patricka za rękaw.

Gol ten rozochocił nieco podopiecznych Dicka Advocaata i rozjuszył gospodarzy meczu. Piłka zmieniała kierunek lotu w błyskawicznym tempie. Holendrzy zaczęli grać jeszcze ostrzej, co zakończyło się rzutem wolnym po ewidentnym przewinieniu Franka de Boera, który na wyrównującą bramkę zamienił w 34 minucie chyba najlepszy zawodnik niemiecki biegający tego wieczora po murawie Areny, Fredie Bobić. Urwał się Pomarańczowej defensywie i główką trafił w wewnętrzną cześć prawego (z punktu widzenia bramkarza) słupka, a piłka odbiła się i wylądowała na przeciwległej bocznej siatce.

Jeszcze w ostatniej minucie pierwszej połowy holenderski pomocnik AC Milan miał szansę na zdobycie drugiej dla swoich bramki, wybiegł jednak do wrzuconej z głębi pola piłki za szybko, nie opanował jej i pośliznął się.

Po przerwie z boiska zeszli Kluivert, Cocu i de Boer, zastąpieni odpowiednio przez Nistelrooya, 19-letniego utalentowanego Rafaela van der Vaarta i Reizigera. Z drugiej strony zmieniony został Miroslav Klose. Zmiany wyraźnie ożywiają grę Pomarańczowych. Już w 49' minucie kapitalną okazję marnuje Ruud van Nistelrooy, trafiając wprost w kładącego się goalkeepera Bayernu Monachium. Niemcom też brakuje szczęścia - obydwa rzuty wolne z 52 i 54 minuty nie zostają uwieńczone golem. Na lewym skrzydle Holendrów ofiarnie bronią się Davids z Zendenem. W polu karnym rządzi niepodzielnie łysy wieżowiec Stam, wymanewrowując niemieckich napastników niczym juniorów młodszych.

W 65' bezbarwnego Roya Makaaya zastępuje Jimmy Floyd Hasselbaink, by już po niecałych czterech minutach wpisać się na listę strzelców tego spotkania. Fatalny błąd popełnia Sebastian Kehl, któremu piłkę zabrał van der Vaart. Młoda gwiazda Ajaxu idealnie podaje napastnikowi Chelsea, a ten, choć jeszcze nierozgrzany, nie ośmiela się chybić z 16 metrów. Futbolówka ląduje w siatce przy lewym słupku pod pachą bezradnie interweniującego Numeru 1 niemieckiego Mannshaftu.

Rozwścieczeni tak frajersko straconym golem Niemcy przyciskają Oranjes. Brakuje im jednak trochę szczęścia i opanowania. Odwetowe strzały Ballacka i Schneidera o centymetry mijają bramkę van der Sara. Holendrzy cofają się do głębokiej defensywy i bronią się nieco chaotycznie, lecz skutecznie, niczym najlepsze włoskie drużyny. Trochę ożywienia w niemieckiej ofensywie wnosi naturalizowany Ghanijczyk Gerald Asamoah. Lecz co z tego, skoro w 79 minucie przesunięty do środka pola Edgar Davids uruchamia prawoskrzydłowego Seedorfa, który idealnie dośrodkowuje piłkę, równolegle do linii bramkowej i wychodzącemu dynamicznie do niej van Nistelrooyowi pozostaje tylko wystawić do przodu nogę. 1:3 na stadionie w Gelsenkirchen i chyba jest już po meczu.

Dobrze spisujący się Asamoah próbował jeszcze poderwać swój zespół do ataku, ale wywalczone przez niego rzuty różne i główki niczego już nie wskórały. Niemcy przegrywają u siebie sromotnie z pomarańczowymi sąsiadami, ustępując im jedynie drobnymi elementami piłkarskiego kunsztu. Jednak na takim poziomie małe niedociągnięcia kończą się tragicznie.

Czy występ podopiecznych Dicka Advocaata to dobry prognostyk? Uważam, że skoro Holendrzy, którzy w tym meczu byli nastawieni na grę z kontry, potrafili wykorzystać prawie każdą nadarzającą się okazję i pouczyć na wyjeździe bądź co bądź aktualnych wicemistrzów świata, to nasi bracia Czesi powinni potraktować swoich grupowych rywali eliminacji ME 2004 z należytym respektem.

Dominik Bazyluk

 

 


 


 Copyright © Oranjefan.pl 2001-2006
Wykonanie inti.pl
Home |  Wiadomości |  Mecze |  Kadra |  Trenerzy |  Historia |  Eredivise |  Kibice |  Linki |  Forum |