Mecz towarzyski
Amsterdam, stadion ArenA.
HOLANDIA - ARGENTYNA 1:0
Holandia: Ronald Waterreus, Ricksen, Stam(46' Reiziger), Frank de Boer, van Bommel (71' van Bronckhorst), Seedorf, Cocu (81' Bosvelt), Davids, Zenden, van Nistelrooy (46' Roy Makaay), Patrick Kluivert.
Argentyna: Pablo Cavallero, Facundo Quiroga, Roberto Ayala, Walter Samuel, Javier Zanetti, Juan Veron (74' Esteban Cambiasso), Pablo Aimar, Juan Sorin, Ariel Ortega (63' Marcelo Gallardo), Claudio Lopez (81' Santiago Solari), Gustavo Lopez (58' Javier Saviola)
Gol: van Bronckhorst 87'
Żółte kartki: Reiziger
Sędzia: Kim Milton Nielsen (Dania)
Widzów: 39 000
Brawo, brawo, jeszcze raz brawo!!! Holandia odniosła siódme zwycięstwo z rzędu (rekord!). Dick Advocaat nadal niepokonany! To był bardzo dobry mecz. Być może moja opinia wynika z tego, że wcześniej oglądałem popisy naszych Orłów. Niby gra ta sama a Holendrzy i Argentyńczycy ruszają się jakby 5 razy szybciej, piłka się ich słucha a trawa jakby bardziej zielona :) Żeby zobaczyć to spotkanie, ruszyłem w szaleńczy rajd po krakowskich knajpach w poszukiwaniu Polsatu Sport. W ostatniej chwili znalazłem knajpę w akademiku Nawojka. Jakimś cudem udał mi się przekonać barmana, że meczem Holandia - Argentyna żyje cały świat i popełnia poważny błąd oglądając Canal+. Niestety głosu juz nie włączył, więc zamiast fachowego komentarza redaktora Borka (?) słuchałem radosnego ooompaa ooompaaa. Ale nic to, kiedy tylko zobaczyłem na ekranie usmiechnięte twarze naszych pupilków.
Mecze z Argentyną nie są zwykłymi meczami. Ich temperatura ustępuje tylko meczom z Niemcami i Belgią. Dla Holendrów każde spotkanie z "azul y blanco" to okazja na rewanż za porażkę w finale MŚ 1978. Jak na razie rewanżują się Argentyńczykom tak zaciekle, że od tego czasu juz nigdy z nimi nie przegrali. Obie drużyny są w podobnej sytuacji. Holendrzy próbują odzyskać zaufanie po przehranych eliminacjach do Mistrzostw Świata a Argentyńczycy, wprawdzie w Japonii zagrali, ale wypadli tam fatalnie. Przed spotakaniem w Amsterdamie rozegrali trzy mecze, w których pokonali 3:1 Honduras, Meksyk i USA, oba mecze po 1:0. Wprawdzie w tych meczach grali tylko piłkarze występujący na co dzień w Argentynie, ale trener Bielsa liczył, że wzmocniona największymi gwiazdami jego drużyna odniesie kolejne zwycięstwo.
W składzie Holendrów prawie żadnych niespodzianek, poza obsadą bramkarza. Znajdujący się ostatnio w wybornej formie Sander Westerveld na ławce a między słupkami golkiper PSV Ronald Waterreus. Od samego początku bardzo wysokie tempo meczu, jakby na przekór ekspertom, którzy ostanio twierdzą, że mecze towarzyskie straciły rację bytu. W 4 minucie przeżywam deja-vu. Powtórka akcji z MŚ 1998? Cudowne podanie Franka de Boera do Bergkampa... ach nieeeeeeee - tym razem jest Seedorf, ale piłkę gasi tak jak wielki Dennis. Zamiast zwodu decyduje się na dośrodkowanie do Kluiverta, a ten strzela głową. Gooooooool wymknęło mi się, ale Cavallero instynktownie wybronił. W 7 minucie odgryzają się Argentyńczycy. Gustavo Lopez sprawdza umiejętności Waterreusa. Mecz wybitnie mi się podoba: akcje na pełnej szybkości, wyborna technika, fair play. Świetnie układa się współpraca Seedorfa i Davidsa. Chyba wrescie Advocaatowi udało się znaleźć na boisku miejsce dla nich obu. Próbował już Hiddink w 1998 roku, ale z mniejszym powodzeniem. Bardzo stara się Ruud van Nistelrooy, który ma świadomość, że będzie grał tylko przez 45 minut. Pomaga mu Kluivert, który operuje bardziej w głębii pola. Czyżby starał się zrobić miejsce Ruudowi, tak aby grał sam jak w Manchesterze United? "Van the Man", mimo pomocy Patricka, jednak jakoś nie może się odnaleźć w reprezentacji. Jak przychodzi co do czego, to ... i tak Kluivert jest groźniejszy. W myślach czytał mi chyba realizator transmisji, bo pod koniec I połowy, jakby z wyrzutem pokazywał twarz Ruuda a zaraz potem Pierra van Hoijdonka, znudzonego na ławce rezerwowych. Najbliżej strzelenia bramki Van Nistelrooy był w 19 minucie, kiedy to bardzo gorąco było w polu karnym Argentyńczyków. Najpierw strzelał Kluivert, potem rzut rożny świetnie bity przez Seedorfa i poprawka Ruuda. W I połowie zabrakło tylko goli. Rozmarzyłem się w przerwie: Kluivert, Van Nistelrooy urodzili się 1 lipca 1976 roku, ja 3 lipca... może powinienem z nimi zagrać w ataku??? To byłby atak marzeń... Oooopsssss, chyba za dużo piwa :)
Po przerwie za Ruuda, o którego tak bardzo niepokoił się Alex Fergusson w przededniu meczu z Arsenalem, wszedł Roy Maakay. Za Jaapa Stama pojawił się Michael Riziger, który raczej nie gra na środku obrony. Radził sobie całkiem dobrze. W 52 minucie znów Seedorf pieknie wychodzi do górnej piłki i strzela z woleja, ale ofiarnie zablokował to Juan Pablo Sorrin. W 66 minucie Kluivert powtarza akcję z początku meczu, ale skutek jest podobny - Cavallero pokazuje, że jest znakomitym bramkarzem. Jedynym mankamntem było fatalne wykonywanie rzutów wolnych. Zarówno Seedorf, jak i Gallardo fatalnie pudłowali. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie tego obowiązku Frankowi de Boerowi. Kapitan Pomarańczowych zbliża się do magicznej setki. Dzisiaj zagrał 99 raz w pomarańczowej koszulce... Najlepszą okazję do zdobycia gola dla Argentyny miał w II połowie Saviola, ale refleksem wykazał się bramkarz. Z wielką radością powitałem wejście Giovanniego van Bronckhorsta, który już prawie nie pamięta o długiej kontuzji. To własnie on zapewnił zwycięstwo Holandii. Na 3 minuty przed końcem, Seedorf ruszył prawą stroną, uciekł Cambiasso i w okolicach pola karnego, wrzucił piłkę ale nie pod brankę do Kluiverta a daleko na lewą stronę, na 30 metr do van Bronckhorsta. Ten uderzył tak, że obrońcy i bramkarz agentyńscy mogli się tylko przyglądać trzepoczącej w siatce piłce! Piękny gol!
Było to już czwarte zwycięstwo Holendrów w siedmiu meczach, jakie te drużyny dotychczas rozegrały ze sobą. Argentyńczycy wygrali dotychczas tylko raz. Dick Advocaat na konferencji prasowej, bardziej niż komplementowaniem swoich podopiecznych, zajął się... Alexem Fergussonem. Trener Pomarańczowych był oburzony żądaniem bossa Man U, by van Nistelrooy zagrał tylko przez 45 minut. "Ostatni raz ustąpiłem. Dla mnie bardziej liczy się interes reprezentacji niż klubów. Dlaczego Fergusson podobnego żądania nie postawił Marcello Bielsie? Przecież Veron w Manchesterze gra tyle samo, co Ruud". Trener apelował też by nie mówić za dużo o jego rekordzie (siedem zwycięstw z rzędu), ponieważ najważniejszy jest mecz z Czechami. W podobnym tonie wypowiadał się Philip Cocu: "Różnicę między reprezentacją Louisa van Gaala i reprezentacją Dicka Advokaata wszyscy widzą - są nią wyniki uzyskiwane przez nas. Uczymy się na własnych błędach, ale niczego jeszcze nie osiągnęliśmy. Musimy zakwalifikować się do Euro 2004". Co do gry, trener jak zwykle narzekał: "Nie było to piękne widowisko, ale bardzo interesujące". Z jednym się nie zgodzę: dla mnie był to piekny mecz.
Oranjefan
Polsat Sport w środę 12 lutego zaprosił nas na mecz piłkarski, oczywiście z zaproszenia nie mogłem nie skorzystać, wszak naprzeciwko siebie stanęły jedenastki Holandii i Argentyny .Nasi ulubieńcy i piłkarze znad River Plate to zespoły absolutnie topowe, gwarantujące świetne widowisko. Z tym poglądem zgodzili się kibice holenderscy stawiając się na mecz w sile ok. 37u tysięcy, nie zabrakło też kibiców argentyńskich .Wśród znaczących osobistości dostrzec można było Rinusa Michelsa. Tego wieczoru na ArenaA było pomarańczowo za sprawą kibiców Oranje, jak i piłkarzy holenderskich,którzy wystąpili w kompletnie pomarańczowych strojach (takich jak w potyczce z Niemcami). Świetnie wyglądał Davids w pomarańczowych butach. Argentyna w swoich tradycyjnych - biało- niebieskich. Oprawa meczu - wielka "pompa", orkiestra gra hymny narodowe, niestety rozlegają się gwizdy podczas grania hymnu naszych rywali. Realizator transmisji eksponuje nam aktorów tego spektaklu, obydwie drużyny w składach nazwałbym "poważnych", tzn. żadnych eksperymentów. Dyrygenci obydwu drużyn Dick Advocat jak i Marcelo Bielsa desygnuja do gry zawodników doświadczonych już sprawdzonych niejednokrotnie w ważnych meczach, dając w ten sposób do zrozumienia że mecz traktują prestiżowo. Ponadto drużyny te mają zawsze sobie coś do udowodnienia i mnóstwo powodów do rożnych rewanżów (finał 1978, czy choćby ćwierćfinał 1988). Mecz potraktowali serio również piłkarze, zaraz po gwizdku sędziego Nielsena wzieli się ostro do roboty!
Pomarańczowi w zasadzie 4-4-2 ,lecz schematu nie trzymali się sztywno. Argentyńczycy zdają się zaskoczeni takim ostrym początkiem meczu. Veron, Ortega, Zanneti, Samuel, Aimar, Gustavo i Claudio Lopez nie mogą wiele zdziałać. Dopiero w 8 minucie przeprowadzają bardzo groźną kontrę (Waterreus popisuje się udaną interwencją). Kontra w ich wykoniau jest odpowiedzią na dwie udane akcje Holendrów. Niestety okazję marnuje van Nistelrooy, natomiast po świetnym dośrodkowaniu Seedorfa Kluivert głowkuje lecz instynktowna obrona goalkeepera Argentyny nie pozwala udokumentować tej króciutkiej lecz zdecydowanej przewagi naszych ulubieńców. Przewaga pomarańczowych trwa około 10 minut, jest to zasługa bardzo aktywnego, przejawiającego bardzo dużo ochoty do gry Edgara. Udziela się też Zenden próbujący inicjować akcje lewą stroną boiska, po jednej z takich akcji nie zdążył powrócić, wzorowa asekuracja Davidsa zażegnuje niebezpieczeństwo, a nam kibicom daje wiarę i nadzieję na korzystny wynik tego meczu. Po 15 minutach nie możemy być już spokojni ani pewni swego. Argentyńczycy za sprawą swej niezwykłej techniki i waleczności odzyskują teren, całkowicie otrząsnęłi się z przewagi Holendrów, kilkakrotnie groźnie atakują wprowadzając zamęt w szykach obbronych Oranjes. Wychodzi na jaw niedoskonałe zgranie Waterreusa z kolegami z obrony. Wina leży moim zdaniem po stronie bramkarza, którego interwencje zaczynją być niepewne niczym nie przypominające te z początku meczu, a już na pewno nie te z występu tego bramkarza w potyczce z USA (w maju 2002). Pojedynek się wyrównuje, nasi nie spuszczają z tonu. Akcja Kluiverta i kolejną akcję marnuje Ruud. Mimo dwóch zmarnowanych szans przez van Nistelrooy'a ten okres gry należy zapisać na plus jemu jak i całej drużynie. Holandia gra w swoim stylu stara się ten styl narzucić przeciwnikowi. Czyni to dosyć udanie, nie ma klepania piłki do nieskończoności, rozgrywają ją szybko i nowocześnie w w stylu dziś obowiązującym. Sporo zagrań z pierwszej piłki, jednak odrobinę za mało akcji skrzydłami do których nas tak przyzwyczaili i które były niezwykle skuteczne. Dla odmiany próbowali długimi podaniami bezpośrednio z obrony (Frank de Boer) uruchomić atak, Nie zawsze te zagrania przynosiły efekt, piłki nie zawsze docierały do adresata lub też na przeszkodzie stali znakomicie ustawieni obrońcy argentyńscy. Pozostałe minuty meczu upływają na nieustannej walce. Tempo nie siada. Mimo braku 100 % klarownych sytuacji podbramkowych mecz jest bardzo interesujący głownie za sprawą reżyserów gry. Po jednej stronie Verona po drugiej niezmordowanego Davidsa. Dochodzi to bezpośrednich i ostrych pojedynków między nimi, nierzadko kończącymi się faulami. Na uwagę zasługuje fakt, że obydwaj piłkarze traktują się bardzo wzorowo (uśmiech Edgara jest bardzo znaczący). Seedorf lekko w cieniu oszczędzający się, czego nie można powiedzieć o Philipie Cocu i van Bommelu. Na wyróżnienie w tym okresie gry zasługuje Jaap Stam, który gra pewnie, parokrotnie naprawia błędy kolegi z prawej - Ricksena. Pomimo tak twardej ostrej gry nie notujemy żadnych brutalnych fauli. Co prawda żółty kartonik ogląda Samuel, ale faul jakiego się dopuścił wynikał raczej z twardej męskiej gry niż był zamierzoną złośliwością. Pomimo zaangażowania w grę całego zespołu Argentyńczycy uzyskują przewagę. Naciskana obrona pomarańczowych popełnia coraz częściej błędy, na szczęście bez złych następstw. Bardzo dogodną sytuację marnuje w 38 minucie Ortega, który zbyt długo przytrzymuje piłkę w polu karnym. Jest chyba odrobinkę za wolny, odnosi się wrażnie, że jest w drużynie tylko dlatego, że Marcelo Bielsa prowadzi bardzo zachowawczą politykę kadrową. Całą plejadę fantastycznie uzdolnionej młodzieży trzyma w odwodzie i niezbyt chętnie wprowadza do zespołu. Brak odwagi trenera oraz brak Hermana Crespo, sprawiają, że pomimo świetnej gry Argentyńczycy nie zdobywają bramki. Dodać trzeba, że ze skutecznością jest podobnie po drugiej stronie - do przerwy 0:0.
Druga odsłona tego meczu zaczyna się podobnie jak poprzednia z tą różnicą że przeciwnik jest czujniejszy i bardziej zdeterminowany, nęka gospodarzy spotkania częstymi kontrami ,stopniowo przejmując inicjatywę. Oczywiście jak to w meczach towarzyskich bywa trenerzy dokonują zmian zawodników i tak plac gry po 45-ciu minutach opuszczają Ruud van Nistelrooy i Jaap Stam Ten pierwszy chyba swego występu nie zapisze na plus. Powodem może być chociażby to że zbyt szybko stracił animusz do gry i jeżeli można mu wybaczyć niewykorzystane sytuacje (chociaż czy strikerowi można odpuścić?) to nie można usprawiedliwić nie podjęcie walki... Zmiennikami wspomnianych są Roy Makay i Michale Reiziger. Roy sporo miesza ,jest widoczny absorbuje obrońców, udanie współpracuje z Kluivertem. Dodatkowo Zenden częściej inicjuje (wreszcie) akcje skrzydłami, odważnie zapędza się pod bramkę rywala. Wtóruje mu w tym Davids - po jednej z szarż Edgara jest faulowany. Około 25-27 metrów od bramki: pozycja dla Pierra van Hooijdonka (pamiętamy te jego 100 na100), ale nie ma go na boisku. Rzut wolny wykonuje Seedorf niestety przenosi piłkę ponad murem i bramką, ale obserwujemy ożywienie w jego grze (częste zmiany pozycji z Davidsem). Clarence dostraja się do poziomu gry Davidsa (moim zdaniem zawodnika meczu).Holandia próbuje odzyskiwać przewagę do kapitalnej pozycji strzeleckiej dochodzi Seedorf strzela jednak w obrońcę (jęk zawodu).Trener Latynosów decyduje się w tej sytuacji na zmiany, za Gustavo Lopeza wchodzi Saviola i od razu sieje zamieszanie na polu karnym Pomarańczowych.
Raz po raz dochodzi do sytuacji strzeleckich po obu stronach. Kolejna zmiana w Argentynie, pojedynek zyskuje na zaciętości, efektem jest kolejna kartka dla gości. Pomarańczowi opanowują środek boiska efekt to dwa rzuty wolne i rzuty rożne. Patrick Kluivert silnie strzela z dystansu, niestety nie trafia, nie trafiają też koledzy Patrika. Davids nie przechodzi ostatniego obrońcy marnując w ten sposób swój świetny rajd.
Po raz już kolejny Argentyńczycy przelamują dominację Oranjes. Na szczęście efektem starań Savioli i kolegów ponownie wzmocnionych (Cambiaso za Verona Solari za Claudio Lopeza) , zdobywaja tylko dwa następujące po sobie kornery. Waterreus odzyskuje pewność siebie. Kapitalnie broni strzał głową Samuela. Robi się na prawdę groźnie. Piłkarze holenderscy zdaje się, że nie lekceważą tego - podkręcają tempo gry, chcą skuteczniej niż do tej pory zagrozić bramce rywala. Dokonuja tego w 87 minucie meczu, Clarence Seedorf przejmuje piłkę po niezbyt udanym rozegraniu kornera przez Argentyńczyków, biegnie z piłką ok. 40metrow po prawym skrzydle, raptem zatrzymuje się i zaskakuje wszystkich wspaniałym przerzutem na lewe skrzydło. Do piłki dochodzi Van Bronchorst, który pojawil się na murawie kwadrans wcześniej. "Krótkie"przyjęcie i natychmiastowy bombowy strzał w długi róg". JEEST!!! Wydarłem się dajc upust emocji.1:0 Gromkie śpiewy na stadionie. Tego meczu już przegrać nie mogliśmy. Przeciwnik próbował odmienić los, ale tego dnia nie tylko z powodu braku czasu nie mogło się to udać. W końcówce meczu Holendrzy zasileni Bosveltem umiejętnie się bronili. Ten wynik i gra Oranje nastraja optymistycznie przed bardzo ważnym spotkaniem w Rotterdamie z Czechami.
Pozdrawiam W.M