21.06.2008 Bazylea, stadion St. Jakob Park
HOLANDIA - ROSJA 1:3
Holandia: Edwin van der Sar, Khalid Boulahrouz (54' Johnny Heitinga), Andre Ooijer, Joris Mathijsen, Giovanni van Bronckhorst, Nigel de Jong, Orlando Engelaar (62' Ibrahim Afellay), Dirk Kuyt (46' Robin van Persie), Rafael van der Vaart, Wesley Sneijder, Ruud van Nistelrooy.
Rosja: Igor Akinfiejew, Aleksander Aniukow, Denis Kołodin, Sergiej Ignaszewicz, Jurij Żirkow, Konstantin Zyrianow, Sergiej Siemak, Igor Siemszow (70' Dinijar Bilialetdinow), Iwan Sajenko (81' Dmitrij Torbinski), Andriej Arszawin, Roman Pawliuczenko (115' Dmitrij Syczew).
Gole: van Nistelrooy 86' - Pawliuczenko 56', Torbinski 112', Arszawin 116'.
Żółte kartki: Boulahrouz, van Persie, van der Vaart - Kołodin, Żirkow.
Sędzia: Lubos Michel (Słowacja).
Widzów: 39 000.
A miało być tak pięknie... Nie będzie powtórki sprzed 20 lat. Holandia przegrała i żegna się z Mistrzostwami Europy. Najdziwniejsze jest to, że nie można mówić o pechu. Rosjanie byli bezdyskusyjnie lepsi. Obawy przed Guusem Hiddinkiem były jak najbardziej uzasadnione. Holender nauczył rosyjskiego niedźwiedzia tańczyć z piłką. W meczu, którym spotkały się drużyny grające futbol totalny, uczniowie wygrali z mistrzami.
Pierwsze pół godziny to piłkarskie szachy ale już wtedy dało się zauważyć, że Rosjanie byli szybsi. To właśnie z tej przewagi wzięła się katastrofa Pomarańczowych. W meczu z Włochami i Francją wychodziło im wszystko. Dziś Rosjanie będąc o ułamek szybsi blokowali strzały, skutecznie przeszkadzali w szybkich wymianach piłek, które tak zaskakiwały poprzednich rywali. Hiddink po zwycięstwie nad Szwecją pzewagi Holendrów upatrywał w dłuższym odpoczynku podstawowych piłkarzy, którzy nie musieli grać w ostatnim meczu z Rumunią. To była zbędna asekuracja. Piłkarze "Sbornej" są w trakcie sezonu (w Rosji obowiązuje system wiosna - jesień) i to oni zupełnie zdominowali Holendrów, którzy mają w nogach kilkadziesiąt meczów.
Kiedy po 30 minutach pokazano statystyki, można było przecierać oczy ze zdumienia. Rosjanie dłużej byli przy piłce a przecież to Holendrzy słyną z długiego czasu rozgrywania akcji. Jest taka teoria mówiąca, że w wielkim turnieju każda drużyna prędzej czy później będzie miała słabszy mecz. Mistrzami zostają ci, którzy mimo kryzysu potrafią jakimś cudem wygrać. Holendrzy zaczęli wyśmienicie ale dziś nie dopadł ich kryzys, który bezlitośnie wykorzystali Arszawin i spółka. Engelaar i de Jong pozwolili się zdominować w środku pola, strzały Sneijdera były anemiczne (zwłaszcza w porównaniu z "bombami" Kołodina), podania van der Vaarta blokowane, Jurij Żirkow razem z pomocnikiem Konstantinem Zyrianowem sprawił, że ani Dirk Kuyt ani wprowadzony za niego Robin van Persie nie zrobili nic wartego uwagi. Jedynie van der Sar i van Nistelrooy zagrali na swoim poziomie. Cóż z tego skoro pomocnicy jakby zapomnieli o królu pola karnego. Jedyną okazję do zdobycia gola Holendrzy stworzyli po stałym fragmencie gry a przecież to one są jedyną bronią maluczkich w starciu z gigantami. Gdyby nie rzuty wolne i rożne Holendrzy chyba nie zagroziliby bramce Akinfiejewa. W 30 minucie w pole karne z rzutu wolnego zacentrował Van der Vaart a Van Nistelrooy minął się z piłką dosłownie o włos.
Po pierwszych 3 meczach wielu kibiców i specjalistów było zaskoczonych dobrą postawą obrońców. Dziś o zaskoczeniu nie mogło być mowy. Mathijsen i Ooijer byli często bezradni. Anjukow i Sajenko atakowali z taką determinacją, że van Bronckhorst nie miał sił na akcje ofensywne. Boulahrouz grał dobrze ale w drugiej połowie dostał żółtą kartkę. Van Basten zapewne obawiając się osłabienia zespołu, zmienił go na Heitingę. I wtedy właśnie jego stroną pomknął Siergiej Siemak. Dośrodkował na dziewiąty metr do Pawliuczenki, który strzałem z woleja umieścił piłkę w siatce.
Po stracie gola Holendrzy wcale nie rzucili się do ataków. Rosjanie imponowali szybkimi kontratatakami. Niemal każda strata piłki przez Holendrów skutkowała sytuacją podbramkową. Dopiero 15 minut przed końcem Holendrzy rzucili wszystko na jedną kartę. Mimo desperacji Rosjanie nie pozwalali na wiele. Realizator pokazywał już nawet zasmucone twarze pomarańczowych kibiców, które tak dobrze znamy z wielu mistrzostw. Van Nistelrooy na 4 minuty przed końcem dał im nadzieję. Szkoda, że już ostatni raz na tym turnieju. To była znów szybująca piłka z rzutu wolnego, ale tym razem van Nistelrooy zdołał ją sięgnąć głową.
Kiedy wydawało się, że Holendrzy najgorsze mają za sobą, dogrywka rozwiała wszelkie złudzenia. Rosjanie wręcz zdemolowali Pomarańczowych. Pomyśleć, że jeszcze rok temu Holendrzy wygrali z podopiecznymi Hiddinka 4:1. Dziś Rosjanie niemal w pełni się zrewanżowali. W dogrywce zdobyli jeszcze dwa gole. W 113 minucie Arszawin wpadł w pole karne, dociągnął do linii końcowej i dośrodkował wzdłuż bramki ponad Van der Sarem a tam z najbliższej odległości piłkę do bramki wpakował Torbinski. 4 minuty później zagapili się obrońcy. Rzut z autu w pole karne i Arszawin z bliska ustalił wynik meczu. Van der Sar po rykoszecie Heitingi przepuścił piłkę między nogami. Rosjanie mieli jeszcze strzał w poprzeczkę Pawliuczenki. Powinni także dostać rzut karny po faulu Heitingi na Żirkowie.
Najlepsze podsumowanie meczu to słowa Andrieja Arszawina: "Spodziewaliśmy się, że Holendrzy zagrają agresywnie, ale zatrzymali się, zanim zdążyliśmy zrobić to za nich. Wygrał najlepszy z Holendrów... nasz trener".
Rozgoryczenia nie krył Marco van Basten, dla którego był to ostatni mecz w roli trenera reprezentacji Holandii: "Nie graliśmy w piłkę, nie włączyliśmy się w mecz. Dzisiaj zagraliśmy najsłabszy mecz podczas turnieju. Chyba za bardzo uwierzyliśmy, że po trzech wygranych w fazie grupowej, kolejne także przyjdzie łatwo. Nie wykorzystaliśmy wielu okazji strzeleckich. Nie wiem dlaczego, ale moi zawodnicy byli słabsi od rywali pod względem kondycyjnym jak i psychicznym. To wstyd! Rosjanie wygrali zasłużenie, byli zespołem lepszym".
Zobacz także:
Holenderska bańka mydlana - blog Michała Pola
Mistrzostwa dopiero się zaczynają - blog Michała Okońskiego
Fotoreportaż z meczu - Onet.pl