Choć urodził się tego samego dnia i roku, co Patrick Kluivert, ich kariery bardzo się różnią. Kluivert od najmłodszych lat typowany był na gwiazdę, jego talent szybko odkryli szkoleniowcy Ajaxu Amsterdam. Kiedy Patrick w wieku 19 lat strzelał decydującego gola w finale Ligi Mistrzów, Ruud wciąż jeszcze grał w II lidze. Choć jego droga na szczyty była trudniejsza, dziś to on jest jednym z najlepszych napastników na świecie.
Urodził się w Oss, w północno centralnej części Holandii. Od najmłodszych lat interesował się sportem. Uprawiał piłkę nożną, tenis i gimnastykę. Zaczynał w amatorskich klubach Nooit Gedacht Geffen i Margriet Oss. Początkowo grał na pozycji... stopera. Profesjonalną karierę piłkarską rozpoczął w 1993 roku, kiedy przeniósł się do drugoligowego FC Den Bosch. Tam grał za napastnikami.
Pozycję klasycznego napastnika przyjął dopiero 4 lata później, gdy przeniósł się do pierwszoligowego Heerenveen. Jego nowy trener powiedział mu, że musi podnieść swoje kwalifikacje i powinien obserwować Dennisa Bergkampa. Van Nisterlooy podróżował 200 km za własne pieniądze, by oglądać Bergkampa - każdy jego szczegół: każdy ruch, dotknięcie piłki, bieg z piłką. Wyjazdy się opłaciły, gdyż w 30 meczach zaliczył 13 trafień. Wtedy jego talent dostrzegł Bobby Robson, trenujący wtedy PSV Eindhoven. Znakomity angielski trener wróżył mu karierę na miarę Marco van Bastena.
Na swoje 22 urodziny, van Nistelrooy przeszedł do PSV za 4.2 mln funtów, co było w tym czasie rekordem transferowym na rynku holenderskim. Bardzo szybko udowodnił swoją wartość: już w pierwszym meczu ligowym strzelił bramkę przeciwko swojej byłej drużynie. Pod koniec października uzyskał hat-trick'a przeciwko Spracie. Kibice PSV do dzisiaj wspominają jego gola strzelonego z połowy boiska w meczu z Rodą JC Kerkrade. Jego forma była na tyle wysoka, że 18 listopada 1998 roku, został powołany na wyjazdowy mecz reprezentacji Holandii przeciwko Niemcom.
W pierwszym sezonie w PSV zdobył 31 goli i został królem strzelców Eredivisie. Zajął też drugie miejsce w plebiscycie UEFA na najlepszego strzelca w Europie i został wybrany najlepszym piłkarzem w Holandii!
Po dwóch latach w PSV miał na swoim koncie 60 bramek, w tym w sezonie 1999/2000 zaliczył dwa hat-trick'i przeciwko Ajaxowi. Nie mogło to umknąć uwadze trenerów największych europejskich klubów. Największe zainteresowanie jego gra wzbudzała w Anglii. Bobby Robson, który został trenerem Newcastle w wywiadach wciąż wspominał swego byłego podopiecznego. "Sroki" przegrały jednak rywalizację o Ruuda z Manchesterem United. Już w kwietniu 2000 roku sir Alex Ferguson chciał z nim podpisać kontrakt, ale testy medyczne wykazały, że Ruud ma poważne problemy z prawym kolanem. Był to skutek kontuzji odniesionej w tym samym miesiącu, w towarzyskim meczu PSV z Silkeborgiem. Szefowie klubu i Ferguson nalegali na szybką operację, ale van Nistelrooy nie zgodził się, ponieważ obawiał się, że to wykluczy go z Mistrzostw Europy, które były rozgrywane w Holandii i Belgii. Dwa dni później, kiedy wrócił z testów w Manchesterze, na treningu PSV doznał naderwania wiązadeł kolanowych. Był bardzo załamany, smutku nie kryli też trener Pomarańczowych Frank Rijkaard i kibice, widzący w nim nową nadzieję holenderskiego futbolu.
Ruud oglądał Euro 2000 w telewizji, podczas pobytu w klinice w Vail (Colorado). Podczas tak trudnego okresu otrzymał on wiele ciepłych słów m.in. od Ronaldo i Marc'a Overmars'a. Ruud'a zainspirowała także rozmowa z Alex'em Ferguson'em, podczas której usłyszał o kontuzjach podobnych do jego, które mieli Roy Keane i Lothar Matthaus (oboje powrócili do gry).
Jego kontakty z Ferguson'em nasiliły się w trakcie rehabilitacji. Podczas pracy ze swoim osobistym trenerem, Ruud poczynił niesamowite postępy. By dojść do zdrowia spędzał wiele godzin na basenie, w ośrodku odbudowy fizycznej i na boisku, gdzie podnosił swoją skuteczność. W marcu 2001 roku Ruud powrócił na boisko zdobywając w pierwszym meczu 2 gole dla PSV. 23 kwietnia 2001 roku zgodził się na transfer i przeniósł się do upragnionego MU za sumę 19 mln funtów. Odrzucił wcześniej ofertę Realu Madryt.
Mimo początkowych obaw, znakomicie odnalazł się na Wyspach. Mimo olbrzymiej konkurencji na Old Trafford, stał się od razu podstawowym piłkarzem. W pierwszym sezonie gry w Premiership ustanowił swoisty rekord, strzelając gola w każdym z kolejnych 8 meczów. Był też pierwszym piłkarzem "Czerwonych Diabłów" od 14 lat, który strzelił w sezonie 30 goli (liga, Puchar Anglii, Puchar Ligi). Docenili to jego rywale, przyznając mu nagrodę Professional Footballers' Association. Zdobył również nagrodę imienia Matta Busbby'ego dla najlepszego gracza Man United. W klasyfikacji snajperów Premieship dał się tylko wyprzedzić Thierry Henry'emu. Nic zatem dziwnego, że zaskarbił sobie uwielbienie kibiców, którzy wołają na niego "Van The Man i "goal phenomenon". W 2003 roku odebrał nagrodę UEFA dla najlepszego napastnika w Lidze Mistrzów w sezonie 2002/03. W pobitym polu zostawił m.in. Raula Gonzaleza i Ronaldo. Lista jego tytułów i rekordów jest oszałamiająca. 7 lutego 2004 roku strzelił swgo setnego gola dla Manchesteru, w marcu 2006 świętował już gola nr 150. W latach 2001-2006 wywalczył wszystko co możliwe w Anglii: mistrzostwo kraju, Puchar Ligi, Puchar Anglii oraz Tarczę Dobroczynności. Kibiców ujął także swoją skromnością. Kiedy okazało się, że nie ma fo wśród 20 najlepiej opłacanych piłkarzy świata, opublikowanej przez "France Football", stwierdził, że nie będzie żądał renegocjacji kontraktu: "Dwa lata temu podpisałem pięcioletni kontrakt i jest z niego zadowolony". Zapowiadał, że na Old Trafford planuje skończyć karierę.
Sielanka trwała do 2006 roku. Atmosfera zaczęła się psuć, gdy od finału Pucharu Ligi Angielskiej z Wigan stracił miejsce w pierwszym składzie na rzecz Louisa Sahy. Na treningach coraz częściej puszczały mu nerwy. Wdał się w pyskówkę z Fergusonem i Ryanem Giggsem, który zarzucił mu brak zaangażowania na boisku. Po tym, jak znów znalazł się na ławce rezerwowych w meczu z Chelsea, wrócił z Londynu do Manchesteru taksówką, a nie autokarem z drużyną. Przed ostatnim meczem sezonu został wyrzucony z drużyny za kłotnię z Cristiano Ronaldo. Doświadczenie uczy, że piłkarz, który wchodzi w drogę Fergusonowi musi opuścić drużynę i tak się stało. W lipcu 2006 roku o Holendra zabiegały Real Madryt i Bayern Monachium. Ostatecznie wybrał ofertę Królewskich. Może tam poprawi nadszarpniętą reputację supersnajpera? Lekkiego kryzysu formy nie przemogła nawet wiara van Bastena w swego pupila. Stawiał na niego w trzech meczach MŚ 2006, ale w każdym zawodził. Strzelił tylko jednego gola w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej.
W reprezentacji Holandii od 2001 roku ma stałe miejsce. Jest urodzonym napastnikiem obdarzonym niezwykłym instynktem strzeleckim, doskonale wie, gdzie ustawić się w polu karnym, tak, by piłka sama go znalazła. Koledzy z drużyny mają do niego wiele zaufania, regularnie powierzają mu zadanie wykonywania rzutów karnych. Jest niezwykle zwinny i sprawny.