15.06.2004 Porto, Estadio Dragao
NIEMCY - HOLANDIA 1:1
Holandia: van der Sar, Heitinga (74' van Hooijdonk), Bouma, Stam, van Bronckhorst, Davids (46' Sneijder), Cocu, van der Vaart, Zenden (46' Overmars), van der Meyde, van Nistelrooy.
Niemcy: Kahn, Friedrich, Woerns, Nowotny, Lahm, Schneider (68' Schweinsteiger), Baumann, Hamann, Ballack, Frings (79' Ernst), Kuranyi (85' Bobic).
Gole: van Nistelrooy 81' - Frings 30'.
Żółte kartki: Cocu, Stam - Kuranyi, Ballack.
Sędzia: Anders Frisk (Szwecja).
Widzów 46 000
Futbol totalny przeciwko zespołowości. Holenderska twórczość boiskowa kontra niemiecka sztuka wygrywania w ważnych turniejach tak zapowiadano piłkarski klasyk między Holandią a Niemcami.
Dick Advocaat powiedział w przededniu meczu z Niemcami, że zamierza zdobyć trzy punkty, a remis go nie interesuje. "Liczy się dla nas tylko zwycięstwo, podobnie zresztą jak dla Niemców. Obie drużyny darzą się dużym szacunkiem. Znamy się już od dawna. Mam nadzieję, że mecz dostarczy dużych emocji i nie zakończy się bez bramek". Niestety były to tylko słowa. Obie drużyny wyszły na boisko z głownym celem, aby nie przegrać. O ile w przypadku Niemców taka postawa nie zakakuje, to kibice Holendrów czują się roczarowani ich postawą. Żadnego ryzyka, żadnego rozmachu, żadnego błysku.
Już ustawienie Ruuda van Nistelrooya, jako jedynego napastnika, mówiło wiele o priorytetach Pomarańczowych. Gdyby jeszcze Zenden i van der Meyde, którzy mieli go wspomagać ze skrzydeł, byli w dobrej formie, można byłoby mieć nadzieję na dobrą grę. Zenden jednak był najsłabszym piłkarzem na boisku a van der Meyde tylko momentami przypominał sobie o formie z czasów gry w Ajaksie. Nic zatem dziwnego, że pozbawiony wsparcia van Nistelrooy niewiele mógł zrobić. Pilnowany przez dwójkę a nawet trójkę Niemców cały czas miał kłopoty, rzadko kiedy przyjmował piłkę, utrzymując równowagę. W podobnej sytuacji był Kewin Kuranyi. Starał się mu pomagać wybrany na najlepszego gracza spotkania Michael Ballack, po prawej stronie często pokazywał się Bernd Schneider.
Na tle Oranjes Niemcy w pierwszej połowie zaprezentowali się bardzo dobrze. Tak dobrze nie grali chyba od finałów MŚ 2002. Grali rozważniej i przede wszystkim o wiele sprytniej. Dobrze bronili, wygrali też bitwę o środek pola. Pojedynki Ballacka z Davidsem były ozdobą tej części meczu. Niestety częściej wygrywał Niemiec, ale Davidsowi należą się słowa uznania. Jako jedyny z Holendrów starał się walczyć, dużo biegał, nawet wtedy gdy tracił piłkę. Za dowód niemocy Holendrów niech posłuży fakt, że w pierwszej połowie jedyny strzał, który mógł zrobić wrażenie na Kahnie, oddał Rafael van der Vaart dopiero w 42 minucie. Pomylił się o pół metra... Więcej szczęścia mieli rywale. W 30 minucie po lewej stronie został sfaulowany Torsten Frings, za co Cocu dostał żółtą kartkę. Frings spod bocznej linii dośrodkował tak sprytnie, że nikt nie dotknął skręcającej piłki. Odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Niemcy w pełni zasłużyli na tego gola.
Po przerwie na boisku pojawili się Overmars i Sneijder. Marc spisał się bardzo dobrze. Gorzej było ze Sneijderem. Nie przypominał piłkarza, który niemal w pojedynkę rozgromił w barażach Szkotów. Strzały które wtedy siały spustoszenie, teraz były anemiczne i w środek bramki. Dopóki niemieccy piłkarze mieli wystarczająco dużo sił, trzymali w szachu Holendrów. Potem zmienili taktykę na bardziej ofensywną, chcieli strzelić drugiego gola i sami go stracili, po grubym błędzie w obronie. Ruud van Nistelrooy wykorzystał swoją jedyną okazję w tym meczu. Zaczęło się od błędu Philippa Lahma przy linii bocznej boiska. Van der Meyde wyłuskał piłkę wykorzystując nonszalancję niemieckiego obrońcy, który wdał się tam w drybling. Dośrodkował w ciemno do van Nistelrooya, który w nieprawdopodobny sposób wyprzedził Christiana Wörnsa w polu karnym i w ekwilibrystycznej pozie strzelił wyrównującego gola. Jak on zawinął tę piłkę stojąc tyłem do bramki?! Holenderskie media porównały tę bramkę do gola Marco van Bastena z finału Euro '88. Po meczu Kahn, obchodzący w tym dniu 35 urodziny mówił, że nie mógł nic zrobić, bo napastnik zrobił coś niemal nieprawdopodobnego. "To była bramka światowej klasy". Dietmar Haman dodał: "Tak to jest z Van Nistelrooyem - zostawisz mu pół metra wolnego miejsca i on się tam wciśnie". Sprawiedliwości stało się zadość, bo w drugiej połowie Holendrzy zasłużyli na gola. Przez 80 minut Ruud grał bardzo słabo, ale w decydującym momencie pokazał, że można nie niego liczyć. Mecz zakończył się efektowną wymianą ciosów. W 86 minucie groźnie głowkował Cocu. Niemcy odpowiedzieli kontrą, którą minimalnie niecelnym strzałem zakończył Schweinsteiger.
"Co za ulga!" - tytuł czwartkowego wydania "Algemeen Dagblad" najlepiej oddaje nastroje po meczu. "Ruud ratuje pomarańczowych" - grzmi "De Telegraaf" i narzeka: "Możemy być zadowoleni tylko z wyniku. Z gry - absolutnie". "Algemeen Dagblad" znajduje pociechę w tym, że "zespół Dicka Advocaata nie grał dobrze, za to pokazał serce i duszę". Legenda holenderskiej piłki nożnej Johan Cruyff skrytykował reprezentację. "Nasza gra? Hmmm, gdzieś między słabą a bardzo słabą" - ocenił występ rodaków "boski Johan".
Dick Advocaat: "Obie drużyny grały dzisiaj nie najlepiej, więc remis nikogo nie krzywdzi. Na boisku było za dużo nerwów i wzajemnego respektu. Za dużo moich piłkarzy stało w obronie, gdy według planów mieli stwarzać przewagę w pomocy. Mieliśmy problemy z defensywnym ustawieniem rywala, ale trzeba powiedzieć uczciwie - moi piłkarze mieli przede wszystkim problemy sami ze sobą. Bramka dla Niemców nie padła po błędzie bramkarza, ale całej obrony. Van Nistelrooy pokazał, że potrafi strzelać gole z niczego".
Rudi Völler: "Kiedy się tak długo prowadzi, strata bramki musi boleć. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, trzymaliśmy Holendrów w uścisku. W drugiej cofnęliśmy się o krok za daleko. Mimo wszystko jestem zadowolony. Tak się rodzą drużyny turniejowe. W szatni rozczarowanie było ogromne, ale w końcu do piłkarzy dotrze, że remis był jednak sprawiedliwy".